• Wpisów:2996
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:63 dni temu
  • Licznik odwiedzin:369 457 / 4203 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znowu nie było mnie miesiąc.
O dziwo nie mam do siebie żadnych pretensji. Przeciwnie, w końcu ogarnęłam tajną sztukę odpuszczania i nie rozpaczam nad tymi wszystkimi wpisami, których nie napisałam. Wierzę w prokrastynację i życie pozablogowe.
Sorry, ale ja już nawet z tym nie walczę ;P
Już tak mam, że na zimę najchętniej zapadłabym w sen jak niedźwiedź.

Przez ostatni miesiąc sporo się działo.
Przyszła zima stulecia, przez co musiałam wyemigrować do Misia, bo na Wylęgarni najebało tyle śniegu, że nie mogłam wjechać. Niepisane prawo jazdy zimą brzmi: im bardziej jesteś przekonany, że twój samochód to auto terenowe, tym dalej musisz iść po traktor.
Na szczęście Braciak użyczył mi kawałek parkingu, więc chociaż mogłam przyjeżdżać czasem z zakupami.
Epoka lodowcowa minęła nam z Misiem na komponowaniu zdrowej diety i oglądaniu seriali. Nareszcie zrozumiałam, czym jest dorosłe życie: ciągle coś cię boli, jesteś zmęczony, dużo pracujesz, nie masz czasu ani ochoty na wyjście ze znajomymi i cały czas trzeba chodzić po coś do sklepu...

Walentynki spędziliśmy z Misiem bez presji, bez tych tandetnych serduszek i pluszaków, po prostu przy winie i desce serów. Po co mi większe świętowanie, skoro z Nim walentynki mam codziennie <3 ;*

Zima jak szybko się zaczęła, tak szybko też się skończyła, bo w przeciągu tygodnia temperatura zmieniła się z -20 do 20.
Z okazji ocieplenia powróciłam do domu i postanowiłam się odgruzować po zimie, bo ileż można wyglądać jak straszydło. Na przedwiośniu zawsze czuję się jak gówno na roztopionym śniegu. Pewnie tak samo też wyglądam.

Odejście zimy uświęciliśmy z Miśkiem, Braciakiem i Bratową przy ognisku. Niezapomniane uczucie, kiedy wokół pizga złem, a ty siedzisz tak blisko ognia, że gotuje ci się woda w kolanach xD

W psychiatryku było trochę zmian, trochę się popierdoliło. Koniec końców bilans wyszedł jednak na plus.
Nie o wszystkim mogę pisać, wtajemniczeni wiedzą ocb ;>
Praca jest jak kurnik - chodzę, bo są jaja xD
Przejęłam tymczasowo stanowisko kierownicze i już czuję, jak mi wrzody na żołądku wyrastają z tego stresu i presji ;/

Pierdolec "boomera" nie ustaje, śmiem wręcz twierdzić, że się powiększa.
Cytując "Ciasnego": -Niech się dyma w kamizele!
Ktoś się obrzuca błotem, ktoś ciągnie gówno przez morze, a obrywa się jak zwykle mi. A chuj wam wszystkim w dupe ;P


PS: "To, co z pozoru wygląda jak ruina, która zaraz się rozleci jest szansą ma to, że w miejscu zburzonego fundamentu można postawić coś nowego, lepszego."

_________________________________________________________
"Ona znowu spędzi samotną noc
Wierząc, że rano znów zobaczy go
Oddech na szkle
Serce na pożegnanie smutkiem malowane
Kilka słów wyczytanych z zamkniętych ust
Kocham Cię i poczekam tu"

Kiedy spędzasz z kimś 24 godziny dziennie 7 dni w tygodniu, a nagle z dnia na dzień zostajesz sam, to czujesz, jakby ktoś wyrwał ci serce i zostajesz z ogromną pustką w środku.
Tak właśnie się teraz czuję.
Tęsknota boli też fizycznie.
Niech to się wreszcie skończy...
 

 
Dopiero skończył się styczeń, a czułam jakby ten jeden miesiąc trwał z pół roku.
Może to przez ten zamuł w pracy mam jakieś zaburzenia czasoprzestrzeni.
Na koniec jeszcze niedziela pracująca, przez co gubią mi się dni tygodnia.

Jedną z wolnych niedziel spędziliśmy na sushi-party z Synostwem, Braciakiem i Bratową. Były karty dżentelmenów i głupawki:
-Żydzi. Za tym na pewno stoją Żydzi.
-Kawa tak czarna, że zbiera bawełnę.
-Szesnastoletni syn siłą wciśnięty do okna życia.
-Wręczenie marakasów ludziom z chorobą Parkinsona.
-Coś tam z suszeniem warzyw pod prysznicem, bo respiratory nie mieszczą się do pieca ;D


Łaszki ostatnich dni:

-Ona je tyle, co kret napłakał!

Mobilne urządzenie sprzątające "Rumba-Marek 2021"

M. który ma trzy stany:
1. pije 5 piw i jest trzeźwy
2. pije 5 piw i jest najebany jak szpadel
3. pije 5 piw i mówi, że rzuca picie.

Największy polew grupy:
"Jadę fortepianem (...), zagram Szopena jeszcze" xD

Nowy Wunderbaum: ryba i palone sprzęgło.

Fortepian bez homologacji (pdk!)

-Panie, jak nim wjechali na zbieżność, to im sprzęt do ustawiania skalibrował!

-Podaj mi paragraf w którym jest napisane, że nie wolno srać do paczkomatu.
-Można. Gdyby to było złe, to Bóg by inaczej świat stworzył.

-Ma takie braki w uzębieniu, że mu cała kostka mydła do gęby wchodzi xD

-Bo to jest sztuka z dwóch skarpetek jedne rajstopy zrobić xD


Smokiem znowu zaliczyłam warsztat.
Coś tłukło, ale to tak tłukło, łututututu, ani spać, ani się połoźyć ;D
Zapamiętać na przyszłość: nie zapierdalać z oponą w kształcie litery S.


PS: Snowflake się striggerował xD
Ok boomer xD

Jebać gbura! Łogień, pizda, jadziem, rura!

______________________________________________________
Jak ktoś nie ma się czym pochwalić, to obsypuje gówno brokatem i wmawia światu, że to klejnot.

"Karą dla tych, co ziemię rozwalą
Będzie talon na czas, w którym sami się spalą
Dzięki talarom co im kieszenie wypchają
Trzymajcie je mocno, bo wam powypadają"
 

 
Ale... czy naprawdę wszystko w tym 2020 jest spisane na straty? Odważę się stwierdzić, że nie, a wręcz przeciwnie.
Fakt, to był dziwny rok. Najpojebańszy jaki pamiętam. Pełen chaosu, niepewności, strachu, zmartwień. W każdej przeciwności losu można się jednak doszukać jakichś pozytywów.

Tyle wart jest nasz rok, ile zdołamy dojrzeć w nim dobrych wspomnień.

Zanurkujmy więc razem jeszcze raz w ten dziwny rok

*STYCZEŃ*
-rozpoczęcie roku z najlepszą ekipą na końcu świata <3
-posiadówki w Ł-wie
-Babylon, burgery i zamach na mnie xD
-Wiedźmin <3
-Kromka mrugająca uchem
-Jaro, beta bez sprzęgła, patol patrol ADAC, Fast&Tuśka i Vin Benzyna xD
-"Pieróg podgłośnia makaron"
-urodzinki Misia <3 (moje słodkie kiwi!)
-wybuch prostownicy
-pielgrzymki mnicha i trzymanie szafki dziąsłem

*LUTY*
-awaria fanpage
-raclette party
-"Szczęki 3" i "Piła VI"
-"Dzwoń do dilera bo będziemy ryżem sypać!"
-nocne manewry z Bąblem
-"Sanepid" xD
-zmiany w psychiatryku
-urodziny Synka
-piwko z ekipą w Zagłobie

*MARZEC*
-Koronawirus
-rentgenista z Bronxu
-tańce w Rosis
-pierwszy długi trip Smokiem do JG
-urodziny Kromeczki
-Krzysik xD
-"pół, raz, dwa, trzy..."
-przymusowy urlop
-koronaparty na Wylęgarni
-piąta rocznica z Misiem ;*
-porządki w ogródku
-rozpoczęcie sezonu grillowego

*KWIECIEŃ*
-kulinarne eksperymenty
-kwarantannowy chill
-szamanizm
-oglądanie Starlinków
-nielegalne zgromadzenie na urodzinach sąsiada
-oglądanie komet przez teleskop z Braciakiem i Bratową
-octomania

*MAJ*
-powrót do pracy
-nazistowskie whisky
-piekarnia u Synka
-nocny patrol po parku z Bąblem i "podryw na szopa" ;D
-narodziny Strzepana Antona <3

*CZERWIEC*
-odwiedziny u Strzepanka
-zmiana fryzury
-Projekt X na Wylęgarni
-śpiewanie "Barki" na zmywaku
-nieoczekiwane zaszłości, szok i niedożywienie
-Futraki
-"majonez spod pachy"
-rakowisko na TikToku

*LIPIEC*
-talon na praczkę i balon
-melanż z rodzeństwem w PSK
-zielarstwo i bieganie po krzakach
-kawka z Braciszkiem
-spacer po parku z Bąblem i komarami
-koczowanie z Bąblem pod C4 i rozkminy o kosmosie
-offroad po grilla na Żwirkę
-grill w Ł-wie
-rodzinna wycieczka i moje zwierzątko

*SIERPIEŃ*
-trip z Synostwem po auto
-lody pod Kaufem w L-niu i spotkanie S.
-Bożkowice
-moje urodziny i życzenia bożego błogosławieństwa
-grill u Braciaka
-zlot z ekipą na Żwirce, gonienie węża, skocznia i walka z szerszeniem
-latino party na plaży i "walk of shame"
-noclegownia w pugu
-"Wchodzę do domu, ściągam nogi..." xD
-fejm na grupie zielarskiej

*WRZESIEŃ*
-grzybiarstwo z Miśkiem
-"jajaja" xD
-lep na pierogi
-bushcraft z Bąbelkiem
-szlug-time z Bąbelkiem

*PAŹDZIERNIK*
-kozie żniwa
-gdzie pieniądze są za las?
-remont na Wylęgarni i problemy z prądem
-wymiana kół z Braciakiem w deszczu
-drift z M. gruzem

*LISTOPAD*
-"pierdolona księżniczka Disneya"
-COVID czy inna zaraza
-pojednanie z Braciszkiem
-protesty
-chorągiewka i jezusiara
-flacha z Kromką
-kawa u RyjĆka
-letni chamski podryw Morka
-"Nie chcę, nie napoję, bo się kunia boję" xD
-wieczór ploteczkowy u A. i M.
-patoniedziela z Synostwem i Kromką, "pozdrowienia do więzienia" i pianinko Strzepana
-nocny spacer z Bąblem i jego ekipą
-"cock" i "cook" xD
-pojednanie z jezusiarą

*GRUDZIEŃ*
-spotkanie z ekipą u K. i I.
-przedświąteczny maraton
-nowa twarz w psychiatryku
-granie w karty u Miśka z Kromką, Bąblem i S.
-ciasny Marek
-Cypis i Mokra Lolanta
-sqnx
-wiadomości z regionu, czyli gówno w rynnie i siekiera w oknie
-rodzinne święta
-Marek i koń na basenie
-oczy jak kret w nocy xD
-kameralny sylwester

To tyle prywatnie.
A globalnie i krajowo jeszcze:
-pożary buszu w Australii
-pandemia COVID
-wizja III wojny światowej
-Brexit
-Black Lives Matter
-2 miliardy dla TVPiS
-Szkoła z TVP
-zamknięcie lasów
-Sasin przejebał 70 milionów na wybory, które się nie odbyły
-wybory prezydenckie w Polsce
-delegalizacja 5g w Kraśniku
-eksplozja w porcie w Bejrucie
-protesty na Białorusi
-Strajk Kobiet
-zamknięcie cmentarzy
-Bitwa pod Empikiem i podpalone mieszkanie
-plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku, który się nie odbył
-wybory w USA
-godzina policyjna w Sylwestra.


A na ten nowy 2021 rok (mimo, że już prawie koniec stycznia) życzę Wam zdrowia, a resztę kombinujcie ;D
 

 
Już 9 stycznia, a ja dopiero przylazłam tu z pierwszym wpisem w tym roku.
Sorki, serial mnie ostatnio pozabierał - "13 powodów", polecam za hajskulowy klimat i mojego nowego crusha Tony'ego, który jeździ czerwonym mustangiem ^^


Służbowo Sylwester jak zwykle kręcił się wokół sprzątania czy jak kto woli udawania, że sprzątamy. Póki było co robić to jakoś się trzymałam, później usypiałam na stojąco, bo pobudka o 7.30 nad ranem to zuo, a Kromka śpiewała do mnie:
"-Oczy ma jak kret w nocy" xD

Rok 2020 zakończyliśmy kameralnie na domówce u Braciaka i Bratowej wraz z ich rodzinką. Pośmiane, popite, pojedzone, tylko na tańce nie było miejsca, ale bujaliśmy się do Sylwestra z Dwójką xD

Styczeń zaczęliśmy wolnym w kratkę: w Nowy Rok wolne, sobota do pracy, niedziela wolna, 2 dni do pracy, środa wolna, ledwo wróciliśmy a już szykujemy się na wolną niedzielę.

Pierwszą niedzielę tego roku spędziliśmy na posiadówce u K. i I.
Był chill, browarek i dobra muzyka.

Na środę wymyśliliśmy sobie, że zrobimy sushi. Kupiliśmy już wszystko, zabrakło tylko najważniejszego, czyli nori. W poszukiwaniu tych jebanych glonów zwiedziliśmy C4, C4 Express, Citronex, Kaufa, dwie Biedy, Dino, Spar, Delikutasy, Lewiatana i dwie Żaby. Oczywiście nigdzie nie było. Pojawiły się w C4 w czwartek. Nosz kurffff...

Środę spędziliśmy więc przy pizzy, ale za to w doborowym towarzystwie Synków z synkiem, Kromki i Bąbelka.
Były głupawki, granie w pato-karty, niemoralne propozycje, a także wiadomości z Robotniczej i szczegółowa historia gówna w rynnie xD

(a propos tego ostatniego: największa beka w psychiatryku to w tym roku WIADRO, pozdro dla kumatych!)

Bąbel nakręca mnie na morsowanie i z jednej strony bardzo jaram się tym tematem, z drugiej jednak gdy tylko piszę o tym komuś, to słownik w telefonie zmienia mi "morsowanie" na "MORDOWANIE". To znak!

To by było na tyle jeśli chodzi o raport.
Zmykam robić podsumowanie zeszłego roku.
Elo mordy!
 

 
"Patrząc na to wszystko co się w sklepach dzieje
Można by pomyśleć, że wojna nadchodzi
A to przecież tylko Bóg się w żłobie rodzi
Moc truchleje - człowiek żre i chleje"


Nienawidzę okresu przedświątecznego.
Godziny pierdolenia się w tych sklepach, ogólny zajob, szał macicy, ludzie wkurwieni, a wszystko dla kilku dni srania i jedzenia na przemian.
Do kompletu mieliśmy jeszcze maraton w psychiatryku.

W ostatnią wolną niedzielę przed maratonem udało nam się spotkać z ekipką u K. i I.

Raz też rozkręciliśmy wixę po pracy, bo przyjechał Bąbelek z S., zgarnęliśmy więc Kromkie i pojechaliśmy do Miśka grać w karty.

Większą część grudnia przeżyłam jakoś tak z automatu, nie wiedziałam nawet jaki jest dzień tygodnia, a wstawałam z myślą "oesu 10 rano, jak wczemśnie, ale plemcy bolą".
Niech już zaczną szczepić. Tak bardzo chciałabym, aby trafiła mi się szczepionka z czipem, żeby Bill Gates mógł mną sterować, bo ja już nie daję rady.

Akcja miesiąca: "ciasny Marek", gdy wcisnął się w moją koszulkę służbową i jakoś nie zauważył, że jest przyciasna xD Od tamtej pory ma pseudonim "Wąski" xD

Beka miesiąca: Marek i filmik z koniem na basenie - no rżał dwa dni, jakby siano poczuł xD

Wiadomości z regionu: Bąbelek doniósł, że w grudniu na jego ulicy napierdalali się złodzieje, sąsiad nasrał do rynny, a innemu sąsiadowi ktoś rzucił w okno siekierą. L-ń miasto - jedno na sto.

Hasło miesiąca: sqnx (pozdro dla kumatych!)

Święta minęły mi rodzinnie i spokojnie. Wreszcie mogłam się nacieszyć moim Miśkiem <3
Pod choinkę dostałam kilka ciekawych książek, które idealnie pasują do biblioteczki czarownicy ^^

Sylwester zapowiada się również rodzinnie, bo z Braciakiem i Bratową. Mam nadzieję, że Siostra ze Szwagrem też dotrą.
A z A. dogadałyśmy się, że międzynarodowego Sylwestra, który nie wypali z powodu pandemii, przełożymy sobie na lato tak jak było w "Lejdis" ;D

To prawdopodobnie ostatni wpis w tym roku, więc życzę Wam, by przyszły rok nie był gorszy od tego (no bo chyba gorzej już się nie da).
W najbliższej wolnej chwili po Nowym Roku wrzucę podsumowanie.

3mcie się
Ins.
 

 
Paradoksalnie najczęściej spotykam się z przyjaciółmi wtedy, kiedy zgromadzanie się jest nielegalne. A co tam, na przypale albo wcale! Ja się (już) zarazy nie boję xD

Pewnego niedzielnego wieczoru obaliliśmy flachę z Kromką i zaczęliśmy się fazować fejsbukową grupą o naturalnym leczeniu.

W środę byliśmy z Miśkiem na kawie u RyjĆka. Następnym razem muszę zorganizować inny dojazd, to na samej kawie się nie skończy ^^ ;D

W pracy Morek uskuteczniał letni chamski podryw xD
Cytować nie będę, bo grozi to urazem na psychice.
A soundtrackiem są ostatnio na zmianę "Nie chceeee, tak bardzo nie chceeee" i "Nie chcę, nie napoję, bo się kunia boję" xD

W sobotę po pracy pojechaliśmy do A. i M., by kulturalnie się wstawić.
(Tu pozdrawiam mojego kierowcę, któremu w aucie gra i trąbi, i zagubił zmysł orientacji xD)
Obgadaliśmy wszystkich, bo trzeba było nadrobić zaległości od sierpnia. A Toficzek upodobał sobie na tulaski akurat moje kolana i czarną welurową spódnicę ;D

W niedzielę rozkręciliśmy małą patologię z Synostwem i Kromalą. Były głupawki, "pozdrowienia do więzienia" na 4fun, granie w tabu, a największy ubaw był jak z Synkiem zabraliśmy Antonowi pięcioklawiszowe pianinko i graliśmy "Jingle Bells", "Wlazł kotek" i "Baby shark" xD

We wtorek wieczorem przyjechał nadżumiony Bąbelek z ekipą.
Uwielbiam ludzi z L-nia <3
Poszliśmy na nocny spacer. Zgc nocą dudni mocą. Zgc wieczorem dudni odorem.
Beka wieczoru: "-A nie, mam dałna, bo COOK i COCK to nie to samo!" xD

A propos głupich rozkmin, to ostatnio wykminiłam, że jak jest poród i dziecko rodzi się nogami do przodu, to przez krótką chwilę matki dzipa jest dla niego czapką xDDD

Wczoraj widziałam wspomnianą w poprzednim poście "jezusiarę". Jeszcze nie widziałam, żeby kiedykolwiek ktoś przede mną tak szybko spierdalał chowając się pod płotem ;D

Zima nadeszła i zastała mnie w pugu bez odmrażacza do szyb, z letnim płynem do spryskiwaczy i łysymi oponami. YOLO.

Wgl ostatnio wpadłam na pomysł, że założę konto na Vinted, żeby sobie dorobić i zrobić miejsce w szafie. Skończyło się to tak, że jeszcze nic nie sprzedałam, a tylko przejebałam siano i szmat nakupiłam.
Może ja się z moimi gotyckimi ciuchami nie wpisuję w trendy? Może powinnam sprzedawać hipsterskie swetry, które wyglądają jak zdjęte z bezdomnego?

Pora spać, bo od rana będę segregować ciuchy na dwie kupki: na hasiok i na handel.
 

 

"Znów płoną pochodnie, nocne marsze i proporce
A na szarych murach podrabiane hakenkrojce
Zmaż je, to policzek jest dla twoich przodków
Zło podnosi głowę, musisz zdusić je w zarodku
Bierz świat w swoje ręce, do działania bądź gotowy
Na Wiejskiej wieś tańczy, ryba psuje się od głowy
Ty bądź honorowy nawet naprzeciw bojówki
Siepaczy reżimu niech dowożą ciężarówki
Patrz na ręce służbom mundurowym rewolucji
Cichym pomocnikom i grabarzom konstytucji
W policyjnym państwie, gdzie się roi od kontroli
Wiozę się powoli, nie damy się zniewolić
Policz do dwudziestu, pomyśl co cię boli
Ani słowa o nas bez nas, wywracamy stolik (...)
Choć za hajsem zaganiani, ogłupiani propagandą
Nas nie pokonajet, jak się wytoczymy bandą"


W ostatnich dniach przez cały kraj przeszły protesty. Najpierw były przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, później już przeciwko rządowi za całokształt.
Niestety nie mogłam w nich uczestniczyć, ale wspierałam je całym sercem.

Na FB ustawiłam sobie na profilowym błyskawicę na znak poparcia protestu i tuż po tym przyjebało się do mnie dwóch debili z tekstami:
"-To że masz niemieckie korzenie nie znaczy że musisz popierać ssmanów i morderców"
oraz:
"-To są właśnie symbole Ss którymi naziści się od wieków posługują".
No tak, bo przecież burza jest nazistowska a tęcza gejowska. Każdy widzi to, co ma w głowie.
Na szczęście śmieci wyrzucają się same.
Pierwszy po długiej dyskusji usunął komentarz.
Drugi zablokował mnie, bo mu zabrakło argumentów. Ale jeszcze porozmawiamy "jezusiaro", na ulicy mnie nie zablokujesz ;D


W kwestii aborcji tak wiele już zostało powiedziane, że nie wiem, co mogłabym dodać. Nie chodzi tu o moje osobiste podejście do tego tematu, bo to możecie znaleść na blogu. Tu chodzi o umożliwienie kobietom wyboru.
Możesz być za prawem do aborcji nawet jeśli sama byś się na nią nie zdecydowała. Prawo do aborcji nie oznacza, że musisz ją zrobić. Oznacza, że masz wybór. To prawo. Nie nakaz. Nie zakaz. Twój wybór. Sprawa twoja, twojego sumienia i twojej moralności.

Niektórzy ludzie są bezczelni. Zaglądają innym do domów, duszy, portfeli, łóżek i majtek. Udając niewiniątka zapominają jaki sami noszą brud za paznokciami. I jakby tego było mało, mają czelność umoralniać.

Mam nadzieję, że te protesty będą początkiem rewolucji. Państwo z tektury zwalczą mocne hasła napisane na tekturze. To w końcu jebnie. Co będzie dalej?

"Czy to gastro czy rolnicy
Wszyscy jak na szubienicy
Wszyscy razem na ulicy krzyczą: UUuuu
Czy kobieta czy mężczyzna
Głowa państwa temu winna
Rzeczywistość jest dziś inna
Wszyscy: Uuuuuu"


Tak czy siak Bóg z nami, chuj z wami, trzy zdrowaśki, alleluja i do przodu, jazda z kurwami!

"Live, Laugh, Love" are officially cancelled.
2020 is about Riot, Rage, Return to the Woods.



_________________________________________
Jeśli chcecie bardziej zrozumieć system władzy w tym kraju, to polecam przeczytać "Mein Kampf". Czytałam go jakiś czas temu, ale dopiero teraz dociera do mnie czym niektórzy rządzący się kierują...

"Najlepszą metodą, by przejąć kontrolę nad ludźmi, jest zabieranie im wolności po trochu. Tym sposobem społeczeństwo nie zorientuje się, że wolność i prawa są im zabierane do czasu, gdy zmiany zajdą za daleko i nie będzie odwrotu" (A.H.)
 

 
To już trochę nudne, że ostatnio prawie każdy wpis zaczynam od tłumaczenia się, dlaczego mnie nie było. Teraz to już przeszłam samą siebie, bo nie było mnie tu prawie miesiąc. Głównie z przyczyny siły wyższej - miałam w domu remont i wymianę instalacji elektrycznej, więc zdarzały się dni totalnego średniowiecza na Wylęgarni ;P
Ogólnie to chyba prąd mnie nie lubi, bo psuje się nie tylko w domu, ale też w aucie. Czekam na wolną chwilę, żeby odstawić Smoka na poważne leczenie, bo kilka rzeczy się uzbierało.

Zaliczyłam ostatnio mój ulubiony warsztat, czyli ten u Braciaka. Zawziął się, że wymieni mi koła w deszczu, więc on wymieniał, a ja trzymałam parasol xD Pojebani jesteśmy xD

A propos motoryzacji: M. zabrał mnie na obiecaną przejażdżkę gruzem. Było zajebiście! ^^
Drift z nim i wymiana kół w Smoku dodają +10 do szybkości xD

Tu przypomniała mi się rozmowa z Morkiem:
-Ile ty tu masz koni?
-Niby 60, ale zależy kogo wiozę, to czasem 61 xD

Moje ulubione słowa ostatnio to "DRAGZ", "legancko" i "czyzwoicie".
Gdy tiktoki wejdą za mocno, to łażę i powtarzam: "Zwijaj ten parasol! I zapierdalamy na Mazury! Chuj w tą Chorwację! Nie podoba mi się! Drogo tu! Kurrwa!" xD
A największa beka miesiąca to "pierdolona księżniczka Disneya" - pozdro dla tych, którzy wiedzą o kogo chodzi. Bling bling bicz xD

"Braciszek" przestał mnie wkurwiać, zobaczymy na jak długo.
Sztucznym krzokiem winy nie odkupisz ;P

W pracy zapaść, ale na szczęście nas jednak nie zamkną. Bardziej niż wolnego potrzebuję hajsu.
Najgorzej jest jak przed pracą wypiję sobie monsterka, a później okazuje się, że nie ma co robić i przez prawie całą zmianę tylko energicznie siedzę na blacie xD

Zdrowia też potrzebuję, tym razem nie tylko psychicznego.
Prawdziwą oznaką dorosłości jest to, że nie czekasz, aż mama zaprowadzi cię do lekarza tylko po prostu nie idziesz i liczysz na to, że nie umrzesz. Tak właśnie wygląda moja profilaktyka prozdrowotna.
W mojej sytuacji pozytywem jest to, że jak piję theraflu, to nie czuję jego smaku ;D
Miałam atak paniki i już myślałam, że czas owinąć się białym prześcieradłem i pełznąć w stronę cmentarza. Tu pojawił się problem, bo pozamykali cmentarze.

Halloween też niby odwołane, ale wyglądam tak jakbym świętowała codziennie.
I don't own Halloween. I am Halloween.

Przydałby się urlop od życia. W wolnych chwilach uciekam do psychiatryka lat 50. - polecam gorąco serial "Ratched" i ubolewam nad tym, że już za trzy odcinki moje życie znowu stanie się puste...
_________________________________________________________
"Choke me like you hate me, but you love me
Lowkey wanna date me when you fuck me (uwu)
Touch me with the lights off and my chains on
Baby, I'm not the right one you should wait on"

I'm freaking out!!!
Napping together is not a date, idc

That feeling when you are horny and depressed and you don't know if you wanna ride or die.
 

 
Środa minęła. Wiedziałam, że skończy się właśnie tak, a nie inaczej.
"-Się przekonasz"
No i się przekonałam. Nic nowego. Kto jak kto, ale ty już bardziej mnie rozczarować nie możesz.
Prawie półtora roku upominam się o swoje i to ja jestem ta zła, bo "żyć nie daję". No tak, cokolwiek bym nie zrobiła, to w życiu niektórych ludzi i tak zawsze będę czarnym charakterem. Mimo, że to właśnie oni nie byli wobec mnie w porządku. Mistrzowskie odwracanie kota ogonem.

I co mam zrobić?
Wylewać wiadro pomyj na blogu czy na pw? Na początku tak właśnie chciałam zrobić, ale po co, skoro po niektórych spływa jak po kaczce.

"Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa
Nie powiem nawet pies cię jebał
Bo to mezalians byłby dla psa"

Posiedzę.
Poczekam.
Pamiętaj: KARMA WRACA.
_________________________________________________________
"When the sun shines, we shine together
Told you I'll be here forever
Said I'll always be a friend
Took an oath, I'mma stick it out till the end..."

I figured something out and it's kinda disturbing me. Why am I one of the only people that if I get screwed over I still have your back. You can literally treat me like shit. And if you call me in the middle of the night drunk as hell saying "I have trouble" I'll be there.
That's why I hate myself the most... ;/
 

 
"Gdy zaczyna się jesień
A wraz z nią depresja
Bo czasu wolnego jest mało
Znów powraca problem
I w mózgu dygresja
Jak zabić się, by nie bolało?"

[wkręciło mi się z tiktoka xD]


Przyszła jesień, ogarnęła mnie więc melanchujnia i prokrastynacja, a co za tym idzie nastała cisza na blogu.
Nie wiem skąd wykrzesać sobie moc i zapał do codziennego pisania. Albo chociaż systematycznego. W sumie pisanie raz w miesiącu to też jakiś system... ;P

U mnie bez zmian.
W psychiatryku brakuje rąk do pracy. Nic dziwnego, skoro Zuo powiedziało, że do tej pracy nikt normalny nie przychodzi.
Dementuję: to że z Kromką śpiewamy Cypisa na zmianę z Wodeckim jest najzupełniej normalne!

Od tej pojebanej pracy odpoczywam co niedzielę w lesie. Ostatnio nawet przyjechał Bąbelek i zrobiliśmy bushcraftowe warsztaty w terenie. Grzybów nazbieraliśmy mało (poza rekordową kozią brodą na całe wiadro), ale za to spędziliśmy czas w miłym towarzystwie.
Bąbel wpadł też w sobotę w nocy na fajkę - takie wyjścia często kończą się porwaniem, ale się nie dałam, bo przecież trzeba było rano wstać na kolejne grzybobranie ;D
Wczoraj znowu nazbieraliśmy siedzuniów, przez które mam na grupie grzybiarskiej fejm dojebany. Oprócz tego znaleźliśmy nowego zwierza na moją wiedźmiarską półeczkę ^^

Wolny czas poza lasem spędzamy z Miśkiem w kuchni. Zazwyczaj przerabiamy grzyby na nasze popisowe grzybotto.
Skład prosty: ryż, bulion wołowy, cebula, czosnek, marchewka, kurczak, grziby, macierzanka, topinambur.


Naszło nas na faszerowane warzywa, niestety tu bez fotorelacji.
Była papryka nadziewana ryżem, mięsem mielonym, kukurydzą i pieczarkami oraz cukinia nadziewana kurczakiem, pieczarkami i serem.

Robiliśmy też jesienną sałatkę:
rukola, gruszka, pomidorki, kaczka, ser pleśniowy, maliny, ocet malinowy.

Ale naszym największym odkryciem ostatnich dni jest francuski deser Far Breton. Już kombinuję jak podkręcić oryginalną wersję.
Skład:
-2 jajka
-4 łyżki mąki
-3 łyżki cukru
-150 ml mleka
-100 ml śmietanki
-łyżka masła
-wanilia
-suszone śliwki moczone w rumie.
Ukręcamy rzadkie ciasto, układamy owoce w formie, zalewamy ciastem, pieczemy 30 min w 200 stopni (góra, dół, bez termoobiegu). W trakcie pieczenia ciasto wyrasta jak suflet, po wyjęciu opada. Smakuje jak upieczony budyń.


Sezonowo mam smaka na ciasto dyniowe, zupę dyniową, brukselkę w miodowej glazurze zapiekaną z fetą i ramen z siedzuniem sosnowym.

W wylęgarniano-smoczanej kuchni suszą się nad piecem grzyby i ostre papryczki, pigwa puszcza sok na słonecznym parapecie, w ciemnym kącie dojrzewa ocet (paprykowy, gruszkowy i jabłkowy), a w lodówce mam fetę w oleju z macierzanką i suszonymi pomidorami.
Jakby ktoś chciał wpaść do wiedźmy na coś dobrego i jakąś magiczną herbatkę, to zapraszam

Czas uciekać.
śpijcie dobrze
albo jak tam chcecie
 

 
Czarna świeca odpalona od (jeszcze miętowego) papierosa...
W szklance parzy się Iwan Czaj z pąkami róż...
Oto jestem.

Chociaż ostatnio bardziej mnie tu nie ma...
Naprawdę ciężko mi się zabrać za pisanie. Tu nie chodzi tylko o brak czasu i chęci, ale też o to, że tego, co gryzie mnie najbardziej, na blogu opisać nie mogę. Ogólnie to za dużo rzeczy wokół się sypie i mimo, że bezpośrednio mnie to nie dotyka, to uderza we mnie rykoszetem, głównie przez moją zbytnią empatię.

Wszystko wokół mnie zmienia się jak w kalejdoskopie, a ja stoję po środku, wciąż taka sama.
Tak bardzo nie lubię zmian, a jestem zmuszona się do nich przyzwyczaić.


Lato się kończy, a schyłek lata to moja ulubiona pora roku. W powietrzu czuć przyjemny chłód, nie to co w lipcu, że jak oddechniesz to zdechniesz. Można już pić herbatki z ziół zbieranych na wiosnę, gotować zupę dyniową, robić ostatnie przetwory przed zimą. Zimne wieczory spędzam pod nowym milusim kocykiem razem z Misiem.

A ciepłe niedziele spędzamy w lesie, no bo gdzie indziej może być druid o tej porze roku? Pierwsze wrześniowe grzybobranie zakończyliśmy z dwoma wiadrami grzybów, a jego ukoronowaniem były kotlety z kani i moje autorskie grzybotto z siedzuniem sosnowym i macierzanką. W następną niedzielę oczywiście też idziemy na zbiory.

Wylęgarniano-smoczana kuchnia zastawiona jest słojami: z suszonymi grzybami, octem jabłkowym, nalewkami (jeżyna, aronia), a niedługo trzeba zbierać i przerabiać ulęgałki, pigwowca, czarny bez, dziką różę i co tam jeszcze las da. Ziołowa grupa na FB nieustannie inspiruje mnie do nowych eksperymentów.

Poza zbieractwem resztę wolnego czasu spędzam na tiktoku. Coś tam z nudów nagrywam, ale bardziej paczam. Aktualnie jestem tam dla muzyki i całego "Althouse" (Monty, Jay, Peyton no i Connor - "my shy flooffy muffin" ^^)

Na playliście w Smoku lecą same dobre alternatywki, a w psychiatryku oczywiście pato-koncert:
1. "Kocie ruchy ma w tańcu tak jak buja ta muza"
2. "Dzisiaj gumy stopią się
i kierowca o tym wie
Dzisiaj gumy stopią się
ale w zapasie dwie
O mój boże what the fuck
byle żeby nie był flak"
3. "Cieszcie się dziewczyny,
cieszcie się do woli
Wróci Grzesiek z Belgii
Wszystkie zadowoli" xD

Oprócz tego głupawki:
-"Jajaja" (pozdrawiam Bąbelka!)
- "lep na pierogi" xD (pozdrawiam Kromkie!)
...a innych wewnętrzna cenzura nie pozwala mi przytoczyć ;P


Pora kończyć, bo rano warsztat wzywa, a przy Smoku to ja wgl nie powinnam z warsztatu wychodzić.

good night & good luck
Ins.
 

 
Rozleniwiłam się z tym blogiem strasznie. Aż 25 dni mnie nie było.

Te 25 dni to chronologicznie:

Trip z Synkami po auto - najeździliśmy się za gruzami, a koniec końców auto znalazło się pod nosem. Ale co pojeździliśmy to nasze. Byliśmy w L-niu na lodach pod Kaufem, gdzie spotkaliśmy S., a ja tak dawno tej mordeczki nie widziałam!
Później pojechaliśmy do Bożkowic. Z jednej strony było fajnie, bo z dobrą ekipą. Z drugiej jednak pojechałam tam pierwszy i ostatni raz - Janusze z owłosionymi plecami, kaszojady piłujące pizdy, patusy grillujące pod tabliczką "zakaz grillowania", wiocha, PRL, syf, muł i wodorosty.

Kolejna wolna niedziela minęła pod znakiem rodzinnego grilla. Bardzo lubię te nasze spotkania ^^

Moje urodziny minęły bez szaleństw. W pracy dostałam życzenia bożego błogosławieństwa xD A prezenty dostałam wręcz idealne dla czarownicy! Dziękuję za nie oraz za wszystkie życzenia osobiste, telefoniczne i fejsbukowe! Na FB nie obyło się oczywiście bez przypałowych zdjęć: fakju, alkus i świnia z jabłkiem w pysku xD

Mieliśmy z Miśkiem długi weekend, co w psychiatryku rzadko się zdarza.
Zaczęliśmy go w piątek po pracy na grillu u Braciaka i Bratowej. Jak zwykle przy takiej okazji naszły nas wspominki.

W sobotę planowaliśmy wyjazd na Konigshain, zwiedzanie, grill i moczenie dupki w kamieniołomie. Niestety okazało się, że ani nie pomoczymy dupek ani grilla nie rozpalimy, więc całą bandą zjechaliśmy się na żwirownię.
Obstawiliśmy najlepszą miejscówkę, rozpaliliśmy grilla i ognisko, skakaliśmy do wody ze skoczni, walczyliśmy z szerszeniem i osami, goniliśmy płynącego węża, a jakby tych zwierząt było mało, to jeszcze ja opaliłam się na różowo jak prosiątko xD

Wieczorem poszliśmy na latino party, przed którym zaliczyliśmy żulski bifor z setuniami w parku xD
Jedyny plus imprezy to była ekipa. Poza tym: muza jakaś słaba, bo podobno dj nie dotarł, chlanie drogie, kible nieoświetlone. Dla niektórych impreza skończyła się za szybko, a potem był walk of shame i przypał jak stopińdziesiąt na pół miasta.

Ta noc była długa... Nieprzespana... Nie przez pana... Absolutnie...
(przynajmniej wiem, że Smok nie nadaje się na noclegownię)

Prawie całą niedzielę spędziliśmy na Wylęgarni zaliczając trzeciego w ten weekend grilla. Wieczorem poszliśmy do Royal Berry na lody z naszą patusiarnią <3

W psychiatryku mamy anarchię. Tradycją jest, że jak tylko Zuo wyjeżdża, to coś musi się zepsuć: najpierw lodówka, potem palnik, a na koniec ręka U.
Te wszystkie trudy i znoje umilamy sobie z Kromalą śpiewając "Pan Jezus już się zbliża" i "Anielski orszak" na zmianę z Cypisem:
"Motylem jestem! Jak nie wierzysz to sprawdzaj narkotestem!"
"Barman wódkę mrozi, diler koks dowozi"
"Rewelacja u dilera, towar tani jak cholera" xD

W historii psychiatryka zapiszą się już na zawsze dwa teksty (pdk!)
1. "Wchodzę do domu, ściągam nogi..."
2. "Ser żółty jest świeży, a biały jest biały"


Nie mogę też zapomnieć o naszej wczorajszej pato-dyskusji na ćwąglach:
-Bo go nic innego nie obchodzi a zwłaszcza jego długi, który jest krótki xD

Zaliczyłam Smokiem dwa warsztaty, z czego jeden u Braciaka (i ten przynajmniej jest skuteczny). Po wypłacie powtórka z rozrywki.

Najbliższą niedzielę spędzam na rodzinnej imprezie. Niestety następne wolne dopiero we wrześniu, ale wtedy mam nadzieję, że będę mogła zacząć sezon grzybowy.

W temacie bushcraftu rozjebałam system na ziołowej grupie fejsbukowej - zrobiłam musztardę z resztek po occie jabłkowym i moje dzieło zdobyło ponad 400 lajków! Fejm dojebany xD
Oprócz tego zrobiłam sos tkemali, jutro mam jeszcze jeden sos do przerobienia, a w głowie mnóstwo nowych pomysłów (m.in. na tabasco).


...i tak to prawie zleciał cały cierpień.
Chciałabym móc obiecać, że będę tu zaglądać częściej, ale nie mam czasu a czasem nawet siły.
Wybaczcie.
good night & good luck
Ins.
 

 
"Maybe it's not my weekend but it's gonna be my year
And I'm so sick of watching while the minutes pass as I go nowhere
And this is my reaction to everything I fear
'Cause I've been going crazy, I don't wanna waste another minute here"
(All Time Low - "Weightless"


Znowu więcej mnie tu nie ma niż jestem.
Wierzę w życie pozablogowe ;D

Dni pędzą jeden za drugim, zlewają mi się w bezkształtną całość i tak sobie żyję od niedzieli do niedzieli.

Bąbelek mnie odwiedził dwukrotnie. Najpierw byliśmy na spacerze w parku, któremu towarzyszyły poważne rozmowy o polityce i komary. Za drugim razem koczowaliśmy na ławce pod C4 i rozkminialiśmy kosmos.

Tydzień temu zaliczyliśmy z Synostwem offroad po grilla na żwirkę, a potem grilla podczas którego krążyłam wózkiem po podwórku i śpiewałam Strzepanowi kołysanki:
"Ach śpij Strzepanie
Tarantula tutaj jest na ścianie
A ja wezmę długi kij
Zapierdolę jej przez ryj
A ty sobie smacznie śpij
Ach śpij, bo nocą
Się Cyganie na dywanie grzmocą..." xD
Mogę zostać jego anty-chrzestną i wychowywać go w duchu mhroku, zua i szatanizmu xD

Przy okazji spotkania gadaliśmy na temat urlopu i teraz modlę się, żeby to wypaliło, odliczam dni i powoli się pakuję ^^
Ale ciiiii! Nie chcę zapeszyć ;]

Wczoraj pojechaliśmy na rodzinną wycieczkę aż do innego województwa. Przy okazji odebrałam moje zwierzątko i już zdążyłam zrobić z nim sesję. Misiek też - to deer or not to deer ;D

W międzyczasie odmóżdżam się TikTokiem. No, może nie tak do końca odmóżdżam, bo dzięki niemu ściągam setki nowych piosenek na moją smoczą playlistę. Znalazłam też trzech nowych kraszy na TT i doszłam do wniosku, że ludzie z mojego rocznika tworzą bardzo interesujący kontent.

PS: Zrobiłam ostatnio ąkietę na insta, bo mam dylemat natury estetycznej. No i większość twierdzi, że to, co chcę zrobić to fujka. Są jednak ludzie, którzy podzielają mój gust - po niektórych się tego spodziewałam.
Hmm... Chyba zrobię to, czego chcę i jakoś będę musiała się pogodzić z tym, że dla niektórych zostanę fujką.

-I like the view.
-You do?
-Yes.
-You're my best view.
-Neh.
 

 
Narobiłam sobie zaległości na blogu z powodu problemów sprzętowych. Przez tego laptopa na łeb dostanę albo go wypirdolę przez okno ;/
Chyba pora na modernizację mojego centrum dowodzenia.


Co się u mnie działo?
No jak zwykle nazbierało się tego trochę.

Razem z Miśkiem i Kromką zrobiliśmy w psychiatryku dwutygodniowy maraton. Niby przerażająco brzmi, ale było na lajcie.

Za to po maratonie mieliśmy zajebisty weekend ^^
W sobotę po pracy zadzwonił Braciak. Memory find, Somsiady i wszystko jasne ;D
"-Jak dzwonię do Tuśki i Mati odbiera, to wiadomo, że pijemy!" ;D
Spiknęliśmy się więc z Braciakiem, Bratową, Siostrą i Szwagrem, i wybyliśmy na PSK.
PSK nocą dudni mocą. PSK wieczorem dudni... odorem xD
Siedzieliśmy w terenie przy egelancko zaaranżowanych stolikach, śmieszkowaliśmy i wspominaliśmy stare dobre czasy. Potem ekipa się powiększyła. Spotkanie po latach bandy z jednej piaskownicy - tego to nie grali od jakichś 15 lat!

Weekend minął pod znakiem spotkań rodzinnych, bo w niedzielę przyjechał Braciszek na kawę (święto lasu!). Pół roku tego ryja nie widziałam.

Poza tym niedziela upłynęła zielarsko - byliśmy z Miśkiem na spacerze w lesie. Bilans wyprawy: znaleźliśmy jednego robaczywego kozaka, do jagód nawet nie dotarliśmy, widzieliśmy pół dzika i całego jelonia, nazbieraliśmy czeremchy, a co się najedliśmy malin i poziomek to nasze. Później zbieraliśmy wierzbówkę na herbatę i maliny na nalewkę.
Teraz czekamy na następne wolne, bo trzeba drylować wiśnie.

_________________________________________________________
-I wanna do something stupid
-I'm stupid, do me!
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Poprzednią niedzielę spędziliśmy z Miśkiem w mieście. Poszliśmy z K., I., J. i Kromką na Futraki. Tajskie lody słony karmel to był sztooos!
Później plac zabaw, piwko, Miś grający z J. na konsoli, pierwsza wizyta w kromkowej chałupie na OCK, a wieczór na chilloucie w domu przy pizzy.

Za to przyszła niedziela zapowiada się pracowicie - trzeba przerobić truskawki na dżemory. Wybieramy się też na spacer do lasu, bo przecież jak widzę na grupach fejsbukowych te grzyby, to mnie nosi.
Grzyby mnie prześladują a nawet nachodzą - w ogródku zalęgł mi się sromotnik bezwstydny.

Cud, że w chałupie jeszcze nic mi się nie zalęgło. Na biurku mam taki syf, że tylko nasrać i świeczkę postawić.
No świeczka już się pali. Czarna. Z pozdrowieniami ;]

W pracy też taki rozpirdol, że brakuje tylko dziwki i pingwina.
Ale za to jest majonez spod pachy (pozdro dla kumatych!).
No i fazy z Kromalą:
"Nanana kartioszka
Nanana i czikuladka
Nanana i miaso
Nanana z chljebem" xD

Do tego dochodzi jeszcze rakowisko z TikToka:
"...i otarł mu... jego nooogiii!" ;D
albo:
"Ja cię podrapię po bobrze i będzie ci bardzo dobrze"


PS: jestem w posiadaniu takich informacji, że normalnie szok i niedożywienie! ;O

PS2: tak to ja się mogę codziennie szykować do pracy

________________________________________________________
Ten uczuć, kiedy wychodzisz z domu wyglądając jak milion dolarów i nie widzi tego nikt, a gdy raz wyjdziesz wyglądając jak gunwo to spotykasz wszystkich znajomych, exa, crusha i prezydenta...
No to dzisiaj miałam coś w tym stylu:
Patrzę w lustro i myślę "-No wyglądam jak gówno, pewnie ktoś dzisiaj przyjdzie" i się sprawdziło.
Nie wiem, może ja przywołuję ludzi siłą woli?
Zauważyłam też, że jak ktoś mnie wkurwi, to dziwnym zbiegiem okoliczności zaraz dzieje mu się krzywda. Np. Misiek mnie zdenerwował, po czym rozbolało go kolano ;D Instant karma.
Weird witchy shit o.O
 

 
Nie lubię odpalać mojego ledwo żyjącego archaicznego kompa, ale dziś musiałam to zrobić służbowo, więc przy okazji oto jestem!

Trzeba nadrobić zaległości i opisać wszystko w miarę składnie i chronologicznie.

Byliśmy z Miśkiem w odwiedzinach u Strzepanka. Miś trzymając dzidzię aż się wzruszył, za to zazwyczaj cichy i grzeczny Strzepan u mnie na rękach zaczął się drzeć jak opętany. Wniosek: nie umiem w dziecki.
A propos opętania: jest taki zabobon, że nie wolno wychodzić z dzieckiem przez pierwsze dwa tygodnie (pdk). Przypominam, że wizyta u egzorcysty kosztuje 11k za godzinę xD

Byłam na warsztacie u Braciaka, bo to najlepszy diagnosta jakiego znam. Po diagnozie Smok przeszedł kilka poprawek, jest lepiej, ale przede mną jeszcze kilka spraw technicznych, elektryka, blacharka i wymiana opon, bo kuźwa znowu będę latać na zimówkach do sierpnia ;/

Zainwestowałam w końcu w siebie, a dokładnie w kłaki. Poszłam do Oli, prawdziwej artystki i mistrzyni w swoim fachu. Jeszcze nikt mi w życiu tak dobrze nie zrobił! Znaczy z włosami ;D
Teraz już G. może słusznie nazywać mnie "różowowłosą", chociaż po ostatnich przypałach raczej prędko się u nas nie pojawi ("buraczek" xD pdk, pdkromki)

Różowe mam nie tylko włosy. Ogólnie różowo mi wokoło ^^
Razem z Miśkiem pojechałam na zbiory dzikiej róży. 10 litrów płatków przerobiliśmy na syrop, konfiturę, ocet i gulkand. Ususzyłam też pąki róż - będą do herbaty. Nastawiłam przy okazji ocet truskawkowy.
Tyle ziół do pozbierania, a pogoda wcale mi nie pomaga ;/

Dobrze, że wczoraj pogoda była w miarę znośna i udało nam się zrobić na Wylęgarni pierwszy tegoroczny Projekt X.
Dziękuję wszystkim przybyłym: A., M., K., I., J., K., M., K., N., A., C. <3
Fajnie było w końcu pochillować na legalu, bez maseczek i bez koronaparanoi.

Plan na następne wolne: w czwartek dzień gospodarczy na Wylęgarni, w niedzielę mamy wychodne, zostajemy w mieście i idziemy w tango ;D ;* Stwierdziliśmy z Miśkiem, że musimy się odkuć za to, że naszą rocznicę spędziliśmy w domu na kwarantannie.

W psychiatryku zapierdol i rozpierdol, czyli chujowo ale stabilnie. Czasem ręce opadają na to wszystko, ale hajs się musi zgadzać.
Służbowo z Kromalą łagodzimy kurwicę śpiewając na zmywaku "Barkę" na dwa głosy xD
No pojebało xD

Mam zamiłowanie do starych gratów: tego ledwo żyjącego laptopa, mojego Smoka, PS3 i Galaxy S4. Misiek przekonał mnie do zmiany tego ostatniego i po pierwszym dniu jeszcze się nie przyzwyczaiłam do nowego telefonu. Dziwnie tak.
Ja jestem starej daty i mam takie podejście, że jeśli coś się psuje, to się to naprawia, a nie kupuje nowe. Nie zawsze warto wymieniać coś na nowszy model, bo ten nie musi być wcale lepszy.
I ta zasada tyczy się nie tylko rzeczy


Dużo bym mogła pisać, ale czas goni, a rano trzeba wstać.
Zostawię sobie trochę rozkmin na następny wpis.
Bajooo!
 

 
"Nie biegnij za stadem, nie becz tak jak inne owce
Jak raz się odważysz, trudne stanie się proste
Czytaj mądre książki, wyloguj się znów do życia
Nie trać czasu z ekranikiem, cały świat jest do odkrycia
W sieci białe bywa czarne, to co ważne jest banalne
To, co głupie, mądre, dbają o to trolle karne
Ty nie wierz im, ufaj książkom i starym mądrościom
By różnica zdań nie była niezgody kością"
(DonGuralEsko - "20"


Podczas gdy cały kraj z Andrzejem na czele walczy z ostrym cieniem mgły, ja słucham Gurala i jaram się nim niezmiennie od lat.
#hot16challenge2 też wjechało na playlistę - propsy dla Fokusa, Kayah, Kubana, Paprodziada i Taty Maty xD

Od powrotu do psychiatryka całkiem sporo się wydarzyło.
Otworzyliśmy z Synkiem piekarnię u niego na chacie i robiliśmy chałki ;D Sądząc po zachwytach ogółu chyba się udały. Po wyczynach piekarniczych dołączyliśmy do sąsiedzkiego grilla, gdzie doszło do rzeczy niesłychanych, ale o tym wiedzą tylko wtajemniczeni ;D

Kromka wyleczyła mnie ze wstrętu do marchewki swoim ciastem marchewkowym ^^ <3

Bąbelek przyjechał w odwiedziny i wybraliśmy się na nocny patrol po parku. Siedzieliśmy na ławce, kontemplowaliśmy wszechświat, aż nagle coś zaczęło za nami burczeć i z krzaków wyskoczyły dwa szopy pracze! Widząc nas trochę się speszyły, jeden poszedł do rzeki robić pranie, a drugi chował się za drzewami i bawił się w "nie widać mnie! widać!" xD
A Bąbel wymyślił nowy podryw "na szopa":
-Ej, to twój szop? ;D

Popełniłam ostatnio kilka eksperymentów w kuchni: nastawiłam nalewkę rabarbarową, kręciłam liście malin przez maszynkę do mięsa by zrobić utlenianą enzymatycznie herbatę i zrobiłam sama ser ze szczypiorkiem czosnkowym.
Piwo imbirowe się udało i posmakowało, trzeba więc nastawić kolejną partię. Pierwsza herbatka z liści malin okazała się sztosem, tak samo jak herbatka z lilaka. A przede mną przecież jeszcze całe lato zielskiego dobrobytu!

Jak o zielsku mowa: razem z Misiem znosimy różne krzoki do ogródka. Ostatnio przynieśliśmy szczypiorek czosnkowy, wierzbówkę (z nadzieją, że się przyjmie) na najlepszą fermentowaną herbatę oraz koślawy krzak żarnowca w celach czysto estetycznych. Chyba zacznę wozić szpadel i worki w bagandzie - jak nie na zielsko, to przyda się w innych celach.

Dziś zaliczyłam kolejną wycieczkę do Jeleniej i trasa ta coraz mniej mnie męczy i stresuje. Chociaż jak na mojego Smoka z dyskoteką na desce to i tak wielka wyprawa. Trzeba w końcu jechać na warsztat, a jak ogarnę ten samochód, to i sobie w końcu zrobię tunning xD


Najważniejszą i najdłużej wyczekiwaną nowiną ostatnich dni są narodziny Strzepana!
Ma wymiary 3400 x 54, jest włochaty, pazurzasty i marszczy mu się czoło ;D
Wbrew temu, że noworodki są z reguły brzydkie, Strzepan jest śliczny i przeuroczy ^^
A ja jestem dumną przyszywaną "bapcią" ^^ xD


PS: chyba jestem stalkowana na FB, bo to, że ktoś lajkuje mi w środku nocy stare zdjęcia, nie jest normalnym zjawiskiem o.O

PS2: hasło dnia: "seks orany" xD

_________________________________________________________
"Życzę ci tego, na co zasłużyłeś" - najpiękniejsze błogosławieństwo albo najgorsza klątwa. Wszystko zależy od tego, jak sam postępujesz. Wybór należy do ciebie.
...aaa zresztą... chuj z tobą, kurwo łasa na pieniądze -.-
 

 
Właśnie skończył mi się koronaurlop. Dzisiaj wróciliśmy do psychiatryka. Z jednej strony czas najwyższy, bo trzeba zarabiać hajs. Z drugiej jednak wolałabym dalej relaksować się na Wylęgarni, biegać z Miśkiem, zbierać krzoki i kształcić się kulinarnie. Może kiedyś spełni się moje marzenie i będę mogła zarabiać na życie zielarstwem?

Co się ostatnio działo?
Byliśmy na nielegalnym zgromadzeniu urodzinowym ("-Tłampki, dłesy i na tłening!" xD)
Z Braciakiem i Bratową testowaliśmy teleskop (pdk!).
Prowadziliśmy wideokonferencje z Morkiem.
Zawitaliśmy w pizzerii u Synka.

No a ja jako wiedźma siedziałam całymi dniami w krzokach i przy garach.

Z największych sukcesów kulinarnych: umiem zaplatać chałkę z sześciu splotów!

Nastawiłam ocet jabłkowy bez mieszania. Przepis najprostrzy: jabłka, 4 łyżki cukru na litr wody. Już pracuje i bombelkuje. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Zrobiłam piwo imbirowe. Tzn. jeszcze się robi, bo musi popracować ze dwa dni.
Przepis:
szklanka wody
2 łyżki cukru
10g startego korzenia imbiru
Wymieszać w słoiku, słoik nakryć ściereczką, postawić w ciepłym miejscu i często mieszać. Po 4 dniach nakarmić kolejną porcją (10g) imbiru i 2 łyżkami cukru.
Po kolejnych 4 dniach dosypać łyżeczkę cukru i pomieszać.
80g imbiru zetrzeć, zagotować w 2 litrach wody. Gotować przez 30 min. Odstawić, wsypać 1,5 szklanki cukru, wlać sok z dwóch cytryn i 2 litry zimnej wody. Gdy mikstura ostygnie do temperatury poniżej 40 stopni dodajemy to, co hodowaliśmy przez 8 dni. Wlewamy wszystko do słoja, zakrywamy ściereczką, mieszamy często. Po ok. dwóch dniach (lub gdy zaczyna się pienić) przelewamy do plastikowych butelek, zostawiając trochę miejsca na gaz. Trzymamy w temperaturze pokojowej, a jeśli chcemy spowolnić fermentację, by napój wytrzymał dłużej, to do lodówki.
Jestem na etapie słoja. Już nie mogę się doczekać rezultatu ^^
Na zdjęciu zaczyn do piwa

Zamacerowałam też zioła w oleju - będzie pyszny olej do sałatek i piękna ozdoba kuchni.
Skład: czosnek, szczypiorek czosnkowy, czosnek niedźwiedzi, pietruszka, chrzan, oregano, szałwia, bluszczyk kurdybanek, papryka, lubczyk, pieprz.

Zafascynowana zeszłoroczną herbatą z wierzbówki kiprzycy poczyniłam nowe herbatki utleniane enzymatycznie:
-kwiaty i liście czeremchy - pachną migdałowo
-kwiat lilaka - karmelowo
-liście malin - owocowo
Przechodzą teraz cichą fermentację w słoikach. Oczywiście na pełnię smaków trzeba poczekać, im dłużej tym lepiej.

Napaliłam się na migdałowy syrop z kwiatów czeremchy, ale nie było co zbierać, bo mszyce wszystko oblazły ;<

Moim największym odkryciem sezonu jest rdestowiec.
Rdestowiec jest u nas gatunkiem inwazyjnym, rośnie na potęgę w rowach, na ugorach, w parkach i pod lasem. Bardzo szybko się rozrasta, więc rwijcie śmiało!
Przerobiłam go na nutełłe.
Przepis prosty: młode pędy rdestowca obieramy, zasypujemy cukrem, czekamy aż puści sok, dodajemy pokrojone w kostkę jabłko i smażymy, aż się rozpadnie. Zdejmujemy garnek z kuchenki i do ciepłej masy dodajemy pokruszoną gorzką czekoladę. Pakujemy do słoików póki ciepłe, odwracamy słoiki do góry dnem i zostawiamy do wystygnięcia.


Pomysłów mam jeszcze mnóstwo, czasu na realizację już niestety mniej. Teraz czekam na kwiaty bzu - będzie lemoniada i racuchy (bo syropu mam jeszcze zapas).
 

 
"Zwei Dinge sind unendlich, das Universum und die menschliche Dummheit, aber bei dem Universum bin ich mir noch nicht ganz sicher"
Albert Einstein


Nic tak mnie nie przeraża jak ludzka głupota. Codziennie coraz bardziej dociera do mnie jak wielu denialistów umysłu mnie otacza. Impotencja umysłowa rozprzestrzenia się jak zaraza. Świat zmierza ku idiokracji.

Na fb rosną jak grzyby po deszczu stronki zrzeszające wyznawców wszelkich teorii spiskowych: Koronawirus nie istnieje, ale to Bill Gates go wypuścił jako narzędzie depopulacji; maszty 5G spowodują ugotowanie mózgów; szczepionka na koronawirusa służy zaczipowaniu ludzkości; z Czarnobyla nadciąga chmura radioaktywna i jest groźna tylko w godzinach od 12 do 14; Żydzi, Masoni i Reptilianie chcą wprowadzić Nowy Porządek Świata; samoloty zrzucają chemtrailsy; HAARP steruje pogodą i zsyła na Polskę susze; Antonow o ładowności 250 ton transportuje 100 milionów ton maseczek; Ziemia jest płaska; w szczepionkach czai się autyzm, a w herbacie z cytryną Alzheimer. A w Smoleńsku to był zamach!

Czytam te bzdury i oczom nie wierzę. Jak można być takim debilem, żeby w to wszystko wierzyć? Nie jesteście wybrańcami jasnej strony mocy - jesteście po prostu idiotami. Mechanizm wiary w te spiski wynika z uporczywego pragnienia posiadania wiedzy o tym, dlaczego coś się dzieje. To namiastka kontroli nad własnym życiem. Niestety niektórzy ludzie są za leniwi, by szukać prawdy w wiarygodnych źródłach, dlatego wierzą w pierdoły napisane w necie. Nie przeszkadza im, że to wszystko przeczy logice - wierzą, bo tak im powiedział na jutubie jakiś brodaty facet w czapce z alufolii. Autorytetem w dziedzinie medycyny nie jest dla nich lekarz, tylko budowlaniec. Wiarygodne nie są doniesienia instytutu, tylko to, co powiedziała siostra proboszcza, bo dostała sms z sanepidu, bo im powiedzieli wojskowi wysokiego szczebla, że coś tam...

Obce jest mi dzielenie ludzi ze względu na religię, kolor skóry czy orientację. Według mnie jest jeden prosty podział: na mądrych i głupich. Rasizm intelektualny to jedyna słuszna forma rasizmu. Są Homo Sapiens i Homo Niesapiens.
Nienawidzę głupich ludzi. Ludzi płytkich jak łyżka z zupką chińską i kreatywnych jak pks przy projektowaniu swoich rozkładów jazdy.
Najbardziej wkurwiające jest w nich to, że uważają się za najmądrzejszych. Na tych ich pseudo-oświeconych grupach wszyscy mają jeden mózg na podziałkę.

Mam takich znajomych na FB. Niby mogłabym usunąć tych antyszczepów, bo nawoływanie do nieszczepienia to już realne zagrożenie dla ludzkości, ale przynajmniej mam zabawę zgłaszając ich profile i beka się kręci xD