• Wpisów:2941
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:6 dni temu
  • Licznik odwiedzin:339 079 / 3639 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W temacie kulinarnym zrobiły mi się tu straaaaszne zaległości. Wreszcie mam czas na nadrabianie, ale myślę, że w jednym wpisie tego nie zamknę.

Czytaczy uprasza się o nieślinienie ekranów!


Na pierwszy ogień retrospekcja z listopada, czyli z ostatniego grzybobrania w sezonie. Z grzybów powstało moje autorskie grzybotto z topinamburem:


Kolejne danie jednogarnkowe, a raczej jednopatelniane - paella z kurczakiem i krewetkami:


Nie mogło też zabraknąć makaronu.
Makaron Alfredo z krewetkami:

Makaron z brukselką i boczkiem:


Kurczak w papirusie, fasolka szparagowa i ziemniaki zapiekane z serem wędzonym (ten papirus to genialny wynalazek!)


Pierwsze podejście do prawdziwego stejka:


Na koniec ramen na bogato:



Już za chwilę druga część...
 

 
UDAŁO SIĘ!
ZDAŁAM!!!

Zdałam w poniedziałek, światu ogłosiłam dzisiaj, bo nadal nie mogę w to uwierzyć ;D

A niby poniedziałki z reguły są pechowe... ;P
Mój jak widać był bardzo szczęśliwy. Od 5 już nie mogłam spać, a od 7 rozpierała mnie energia. Na 8 poszłam na doszkolenie, jak się później okazało tylko po to, żeby się dowiedzieć, że nie mam się z czego doszkalać. Potem szybki ogar, koszulka z napisem "хуйня" (bo całe życie w jednym słowie), nieśmiertelnik z życiowym mottem i mantra powtarzana przed lustrem. Wychodząc znalazłam kapselek od tymbarka z napisem "uśmiech proszę" i potraktowałam to jako dobry znak. Przed wyjazdem wstąpiłam jeszcze po słowo otuchy i "kopa" na szczęście.
W drodze starałam się nastawić pozytywnie, ale im bliżej było do egzaminu tym bardziej się stresowałam. Tuż przed wyjściem z samochodu usłyszałam: "Zdasz to", wypowiedziane pewnym głosem, tak jakby to była oczywista oczywistość - echo tych słów miałam w głowie przez cały egzamin.
No i się udało! Nie obyło się bez kilku małych błędów i jednego większego przypału, ale najważniejsze, że cały ten stres mam już za sobą.


DZIĘKUJĘ wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki: przyjaciołom, znajomym, całej fejsbukowej grupie wsparcia. Dziękuję za słowa otuchy, wiarę we mnie, kopa na szczęście, cenne rady i każdą pomoc.
Dziękuję mojemu Pyszczkowi, który uspokajał moje lęki i nie pozwolił mi się poddać ;*
A najbardziej dziękuję mojemu Przyjacielowi, który wspierał mnie od początku, dodawał mi wiary w siebie, woził moje upośledzone dupsko na egzaminy, podnosił mnie na duchu po porażkach, a na egzaminie jeździł za mną po mieście z bananem na pysku ;D Cztery miesiące temu napisałeś mi, że jesteś dumny - teraz naprawdę masz do tego powód.

Oczywiście są też tacy, co mają ból dupy, ale to już nie mój problem. Chuj położony na zdanie ludzi którzy chuja się znają prowadzi do szczęścia i harmonii.


Czas na najprzyjemniejszą część, czyli opijanie ;D Tak jak obiecywałam nie schodzę z bomby dopóki nie dostanę kwita do ręki xD


_________________________________________________________
Człowiek nie jest taki, jak o nim myślą inni ludzie ani nie jest taki, jak myśli sam o sobie. Człowiek jest taki, jakie podjął wyzwania i wygrał.

SIC PARVIS MAGNA
PER ASPERA AD ASTRA
 

 
"And it feels right this time
On this crash course with the big time
Pay no mind to the distant thunder
Beauty fills his head with wonder, boy...
Says it feels right this time
Turn it 'round, and found the right line
Good day to be alive Sir
Good day to be alive, he says...
Then it comes to be that
the soothing light at the end of your tunnel
was just a freight train coming your way"
(Metallica - "No leaf clover"


Znowu mam bałagan dookoła siebie, w życiu i w głowie, i nie mam siły, żeby go posprzątać... Jestem już zmęczona tym wszystkim, czuję się i wyglądam jak wrak.

Nie wiem skąd wziąć siłę, by stawić czoła wyzwaniom. Nie mam za grosz pewności siebie. Na każdą jedną osobę, która podnosi mnie na duchu, znajdzie się kilka osób, które mnie dobijają. Jedni mówią, że mam się nie poddawać, inni sugerują, żeby odpuścić. Ludzie to najgorsza trucizna. Dlaczego bardziej trafiają do mnie te negatywne słowa? Niską samooceną buduję coś w rodzaju tarczy. Jeżeli ktoś powie mi coś przykrego wtedy nie cierpię aż tak, ponieważ już to wiem.
Jak się pozbierać?
Może pora odwiedzić psycho-terapeutę.

Próbuję leczyć duszę przywołując "zieloną wróżkę". Po pierwszym kieliszku widzisz rzeczy takimi, jakimi chciałbyś je zobaczyć. Po drugim widzisz rzeczy jakimi nie są. Na końcu widzisz rzeczy takimi jakimi naprawdę są i to jest najstraszniejsza rzecz na świecie. Może właśnie dlatego nigdy nie wypiłam więcej niż jednego kieliszka Absyntu w jeden wieczór.


Dobrze, że jest ktoś, kto wmawia mi, że dam sobie radę, podnosi mnie na duchu, nie pozwala mi się poddać i przytuli, gdy mam łzy w oczach.



PS: Właśnie minęły moje imieniny (których przecież nie obchodzę, ale mimo to dwie osoby o nich pamiętały ^^).
Życzę sobie z tej okazji trochę więcej szczęścia, pewności siebie, a gdy wszystko pójdzie tak jak powinno, to jeszcze spokoju, bo już zapomniałam, co to znaczy.


PS2: Śffinka! ;D <pdk>
 

 
"No sleep
No sleep until I'm done with finding the answer
Won't stop
Won't stop before I find a cure for this cancer
Sometimes I feel like going down I'm so disconnected
Somehow I know that I am haunted to be wanted"
(The Rasmus - "In the shadows"


Teoria zaliczona za pierwszym razem na maxa.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o pozytywy...
Wczoraj zjebałam plac, dzisiaj też. I to naprawdę głupimi błędami.
KURWA NOOO!!!
Mam takiego pecha czy po prostu jestem tumanem?
Nie wiem czy bardziej jestem smutna czy wściekła.

Najchętniej rzuciłabym to wpizdu i więcej bym tam nie jechała, bo już mam dość. Nie warto tłuc się tyle kilometrów dla pięciu minut egzaminu. Tyle hajsu, czasu, wyrzeczeń, nerwów i wypalonych fajek - wszystko na chuj. Tak wielu ludzi we mnie wierzyło, a ja wszystkich zawiodłam. Może po prostu się do tego nie nadaję?

Z drugiej strony nie chcę dawać satysfakcji pewnej "głupiej kurwie" (wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi), a na fejsbuku grupa wsparcia pisze, że mam się nie łamać i zbierać w sobie pozytywną energię.

Może faktycznie trzeba naładować baterie?
Jeśli tak, to pora spać.

_________________________________________________________
To ważne, żeby mieć przyjaciół, z którymi możesz robić więcej niż plotkować, pić i palić. Zaprzyjaźnij się z ludźmi, przy których możesz płakać, takich którzy wspierają Twoje cele życiowe i wierzą w Ciebie.

Dziękuję ;*
 

 
W ten weekend ominęły mnie cztery imprezy: koncert Tabu, koncert Gurala, Czarny Karnawał i Kabareton. Co prawda niedzielę spędziłam miło z moim Miśkiem - najpierw gotując, potem spacerując, a później oglądając AHS, ale ciągle wisiało nade mną widmo wtorkowego egzaminu.
Zakuwałam pół nocy, a czuję się po tym jeszcze głupsza ;/

Do matury podeszłam z biegu, zupełnie bez stresu. Do egzaminu zawodowego tak samo. A teraz stresuję się jak cholera. Boję się, że zawiodę wszystkich, a najbardziej siebie.


Już nie wiem co mam robić: uczyć się, spać z książką pod poduszką czy odprawić czarną mszę?


Jak już zdam, to chyba z moją dynamiką jazdy zatrudnię się jako kierowca karawanu - pasażer cichy, spokojny, a i uśmiechać się do nikogo nie trzeba. Jedynym miejscem gdzie ludzie nie mają problemów jest cmentarz.


Jutro wrócę z tarczą, albo na tarczy.

"Będzie co będzie, stanie się co ma się stać
I tak kurwa mać przedstawienie musi trwać!"

_________________________________________________________

Nie rozumiem skąd w ludziach tyle bezinteresownego skurwysyństwa. Z zazdrości? Z zawiści? A może z chęci podbudowania swojego ego poprzez pastwienie się nad kimś.
Bo jeśli sam nie potrafisz wziąć życia w swoje ręce i spełniać swoich marzeń, to najlepiej robić pod górkę tym, którzy mają na to odwagę. Nic nie umiesz? Wmawiaj innym, że też nic nie potrafią. Jesteś głupi? Wmawiaj im, że są głupsi. Jesteś nieudacznikiem? Trzymaj kciuki, żeby innym też się nic nie udało. Najłatwiej wbijać komuś szpile, deprecjonować to co dla niego najdroższe. Po co? Tylko po to, żeby w swoim chujowym życiu poczuć się chociaż odrobinę lepiej.

Zastanów się nad sobą i uświadom sobie, że całe zło które cię w życiu spotyka, to tylko echo krzywd jakie wyrządziłeś innym ludziom. Więc kiedy następnym razem stanie ci się coś złego, to pomyśl o mnie. To właśnie jest karma.
Nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
Chuju.


"To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? Cipo!"
(DGE - "5 Element"
 

 
Jutro (a właściwie to już dzisiaj, bo jest po północy) Walentynki.
Na fejsie ludzie popadają od skrajności w skrajność. Ci, którzy są singlami i ci, którzy akurat pokłócili się ze swoją drugą połówką, głośno i dobitnie pierdolą Walentynki. Inni na siłę pokazują światu jak to wyjątkowo obchodzą ten dzień i jak to się mocno kochają. Wyścig, kto komu kupi lepszy prezent, większego misia, ładniejsze kwiaty. Spam zaręczyn czas start. Miód i cukier, serduszka, czekoladki, patetyczne wyznania, rymowanki jak z podstawówki, aż do porzygu. Wszystko na pokaz.

A przecież kochać się trzeba codziennie, a nie tylko od święta (w sensie fizycznym jak i metafizycznym)!

Jak będą wyglądać moje Walentynki?
Uświęcę je dopiero po pracy. Miś zrobi kolację, ja zrobię deser. Po kolacji komedia romantyczna i przytulanie? Niee, wolę horror i seks ;D Pewnie dokończymy ostatni sezon AHS. Tak wygląda większość naszych wspólnych wieczorów, więc mogę powiedzieć, że Walentynki mam częściej niż raz w roku. Zresztą z takim cudownym mężczyzną u boku każdy dzień to święto.
Z tą różnicą, że w Walentynki przynajmniej mam pretekst, żeby zrobić prezent mojemu Miśkowi. Niby mogę Mu też robić prezenty bez okazji, ale wtedy mi marudzi, że niepotrzebnie wydaję pieniądze ;P


Najfajniej i tak jest po Walentynkach, bo w markecie jest przecena na czekoladki!!! ^^


----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nocne Polaków rozmowy i konkluzje z nich wynikające:

1. Jak kraść to miliony, jak ruchać to księżniczki.
A kto drobne kradnie, rucha co popadnie xD

2. Za każdym razem, gdy jakiś facet rani kobietę, Bóg powiększa jego zakola o centymetr. Dlatego nie warto ufać łysemu, łysiejącemu oraz temu, co ma włosy rzadkie i zęby jak włosy xD

Pozdrawiam mojego Best-Bro-Ever i upraszam go o nie rycie mi głowy ;D

_________________________________________________________
Some people create their own storms and then get mad when it rains. People who create their own drama deserve their own karma.
 

 
[miał być mocny tekst w tytule, ale jak znam ludzi, to zaraz ktoś by sobie coś głupiego pomyślał i po swojemu poskładał fakty. zatem milczenie jest złotem]


Kolejna wolna niedziela minęła nam na siedzeniu w domu.
Nie narzekam ;D ^^
Pół dnia spędziliśmy w kuchni. Drugie pół na oglądaniu "AHS: Apocalypse" i graniu w makao (wygrałam co chciałam ^^).
Po tych leniwych niedzielach tak ciężko jest wrócić do pracy...

...a wrócić na Wylęgarnię jest jeszcze ciężej. Czuję się jak kula u nogi ;<

Do egzaminu został tydzień... Stres mnie zżera. Trza się uczyć, a mi się jakoś nie bardzo chce (właśnie dlatego siedzę tutaj a nie nad testami xD).
A jeśli zdam to będę latać! ^^
Chyba będę miała ciężką nogę ;D
Dialog z ostatniej lekcji:
-Marta, powiedz mi jakie tu jest ograniczenie?
-Do 40.
-A ile my jedziemy?
-80 ;D
Deeemon prędkości xD
Nie powiem kto mi daje taki dobry przykład ;P

Jedynym pocieszeniem przed egzaminem jest to, że jadę tam z kimś, kto we mnie wierzy i pewnie przez całą drogę będzie mi wmawiał, że zdam. A kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą. Może jakimś cudem zarazi mnie tą swoją pewnością siebie.

_________________________________________________________
You made flowers grow in my lungs and although they are beautiful, I can't breathe.

Niektórzy twierdzą, że otaczam się toksycznymi ludźmi. Cóż, nawet jeśli, to lubię ten mój mały Czarnobyl. A jak komuś nie pasuje, to niech założy maskę gazową.


PS: I promise...
 

 
Miał być wpis o tematyce kulinarnej, ale nie mam do tego głowy.
Cały wieczór na wkurwie ;/
Busy do D.City zawiesiły kursy, a ja jestem w ciemnej dupie. Do egzaminu jeszcze trochę, potem dwa tygodnie czekania na kwit, a gdzie jeszcze ogarnięcie auta? Muszę zdać, a ta presja mnie dobija ;C

Dobrze, że mam kogoś, na kogo mogę liczyć
Ale i tak mi głupio, bo nie lubię ludziom dupy zawracać...

Ehh... Chciałabym już być samowystarczalna. Chciałabym być silną i niezależną kobietą. Tak cholernie mi do tego daleko...


PS: Bąbel sugeruje mi oswojenie się z łopatą. I to mnie trochę przeraża, bo on zawsze trafia z podsumowaniami.
Fuck fuck fuck! o.O

_________________________________________________________
Be nice to people on your way up because you'll meet them on your way down.

Don't take revenge. Let karma do all the work. Just remember that all the shit someone puts you through, sooner or later finds its way back to them. You cannot do harm to someone because someone has done harm to you. You will pay just like they will.

Some people say: "karma is a bitch".
No.
Karma is a mirror.
And what you see in the mirror depends on you.
 

 
"My tea's gone cold, I wondering why
I got out of bed at all
The morning rain clouds up my window,
and I can't see at all
And even if I could it'd all be grey,
but your picture on my wall
It reminds me that it's not so bad,
it's not so bad"
(Dido - "Thank you"


Weekend minął mi leniwie z Miśkiem.
Ostatnio nasze niedziele wyglądają tak samo: śpimy do południa, łazimy po domu w dresach, pichcimy coś, a później jemy i oglądamy seriale. I mnie się to podobie ;D

Przez to wspólne gotowanie nazbierało mi się dużo przepisów do foodpornu, tylko nie chce mi się wrzucać.


Dzisiaj przed pracą znowu zrobiłyśmy z Kromcią pato-inwazję ;D
A w marcu to już będzie totalny brain damage ;D

Łaszek dnia: "-Chrum!"


Tak ogólnie to jakoś leci. Czas zapierdala. Ja nie wyrabiam się z niczym. Ale lusss. Odpocznę w trumnie.
Albo w piekle, bo kupiłam czopkę, napisałam na niej "Hail Satan" i Mutra twierdzi, że jestem jakaś opętana xD
No chyba słusznie.


PS: Chyba rzucę wpizdu cały ten cyrk z prawem jazdy. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to nawet bym nie zaczynała. Co z tego, że zdałam egzamin wewnętrzny, skoro teraz trzeba kombinować z dojazdem do B-ca.
Więcej z tego fochów niż to wszystko warte.
Człowiek człowiekowi chujem w dupie ;/

"Niech pani nigdy nikogo i o nic nie prosi! Nigdy i o nic, tych zwłaszcza, którzy są od pani potężniejsi. Sami zaproponują, sami wszystko dadzą."
(Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"

_________________________________________________________
Fejsbuk donosi, że dziś Dzień Przyjaźni.
Największym szczęściem człowieka są ludzie, na których może zawsze liczyć, numer telefonu pod który można zadzwonić nawet w środku nocy, drzwi które zawsze ktoś otworzy.

W tym miejscu całuję wirtualnie te najważniejsze dla mnie osoby
Z niektórymi znamy się całe życie, z innymi kilka lat, ale wszyscy są dla mnie wyjątkowi <3
M., A., R., M., K., K., E., A., M. - dziękuję, że jesteście!
 

 
Ten blog chyba jest moim przekleństwem. Mam wrażenie, że ludzie, którzy go czytają, nie mają już potrzeby ze mną rozmawiać, bo mają tu podane na tacy wszystko, co chcieliby wiedzieć. Przecież kiedy coś się dzieje w moim życiu, to produkuję tu więcej tekstu niż Polska Agencja Prasowa.
Czasem myślę, że każdy powinien pisać bloga. Chociaż z drugiej strony... Tak wchodzić komuś do głowy? Trochu niezręczne.
Osiągnięciem i chlubą jednych jest to, że piszą dobrze. Zasługą innych - że nie piszą wcale.

Czytasz? Hmm... To dobrze.
Ale czy ze zrozumieniem?
Cytując mądre słowa: "nie każdy potrafi czytać puste kartki książki i słuchać ciszy."


Czy można zatracić zdolność do komunikacji z drugim człowiekiem, bo wyszło się z wprawy? Chyba można. Często mam tak, że coś mnie blokuje. Mnóstwo myśli biegnie przez głowę, ale biegną donikąd. To uczucie, kiedy powinieneś otworzyć ryj, a zamiast tego siedzisz i stukasz palcami w blat...
To przykre, bo jednak lubię rozmawiać. Trzeba rozmawiać i warto rozmawiać. Tylko ważne, żeby te rozmowy były o czymś.
Wiecie co mnie wkurza? Rozmowy konia z dyszlem, takie pierdolenie kota w bambus, żeby tylko kłapać dziobem.

I fucking hate small talks. I wanna talk about science, death, aliens, sex, the meaning of life, the lies you've told, your flaws, childhood, your insecurities, your fears. I like people with depth, who speak with emotion from a twisted mind. I don't wanna know "what's up".

Najcenniejsze rozmowy to te przeprowadzane nocą, bo wtedy człowiek zmęczony całym dniem nie ma już siły, żeby kłamać. Nocne rozmowy są głębokie i szczere. To godzinne terapie na gorącej linii psychiatrycznej, gawędy w kuchni przy kawie, rozkminianie życia patrząc w gwiazdy, czy pogaduchy siedząc na podłodze. Najbardziej wartościowe to chyba te, gdy można spojrzeć rozmówcy prosto w oczy. Rozmowy pozornie o niczym a tak bardzo podszyte wszystkim. Tylko jakoś ostatnio nocą mogę conajwyżej pogadać sama ze sobą.

"Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone."
(Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata"

_________________________________________________________

"I used to roll the dice
Feel the fear in my enemy's eyes
Listen as the crowd would sing
Now the old king is dead! Long live the king!
One minute I held the key
Next the walls were closed on me
And I discovered that my castles stand
Upon pillars of salt and pillars of sand"
(Coldplay - "Viva la vida"


"All the wants you waste
All the things you've chased
Then it all crashes down
And you break your crown
And you point your finger
but there's no one around
Just want one thing
Just to play the King
But the castle's crumbled
and you're left with just a name
Where's your crown, King Nothing?"
(Metallica - "King Nothing"


Just a puppet on a lonely string...
 

 
Dzień... dobry?
Dla mnie chyba tak.
Nie mówię ludziom "dzień dobry", bo to od nich zależy, czy dzień będzie dobry czy zły. Nie chcę nikomu tego narzucać i nie mam zamiaru brać za to odpowiedzialności.

O 9 nad ranem obudziło mnie słońce, później telefonem dobudził mnie Braciak. I tak zwlekłam się z łóżka dopiero przed 12, bo ciężko mi było zostawić mojego Miśka samego.
O 12 spotkałam się z moją Kromeczką i poszłyśmy na konsultacje. Na wiosnę będzie dziabaneeee! ^^
Później dołączyła do nas O. i poszłyśmy na ploty i żarełko do Deliszys.

Niestety musiałam się szybko zwinąć do domu, bo trzeba było zakuwać. Dopiero przed chwilą odeszłam od książki. Tyle tematów przerobiłam, a czuję się głupsza niż przed tym zakuwaniem.
Może lepiej to olać i w piątek iść na żywioł?
Ale co jeśli nie zdam?
Nie chcę zawieść ludzi, którzy we mnie wierzą...

Gapię się w starego screena z Messengera z rozmowy z kimś, kogo mogłabym nazwać ojcem chrzestnym mojego prawa jazdy.
Dwa słowa: "Jestem dumny", które stały się dla mnie dobrą motywacją. Mimo, że od tamtego czasu trochę się popieprzyło w naszej relacji, to nie chcę Cię rozczarować, bo Ty pierwszy we mnie uwierzyłeś...

_________________________________________________________
"I go to sleep with my demons
Creep in my head every night
They come to shred all my dreams
And I bled on my bed why is this my life
Take my demons away"
(Fight the Fury - "My demons"


People are poison. Beware of the human-shaped drugs. The detox is a painful one.

Detoks od pewnych ludzi trwa już dość długo. Czuję się trochę jak świr w kaftanie bezpieczeństwa. Niby to dla mojego dobra, a jeszcze bardziej przez to cierpię. Chciałabym się ruszyć, ale kaftan nie pozwala. Stoję i czekam, aż mnie ktoś rozwiąże.


Czy nie zrobiło się tu ostatnio trochę monotematycznie?
Może Bąbel miał rację?
Na pewno. Jeśli chodzi o puentowanie relacji międzyludzkich to Bąbel zawsze ma racje.
 

 
Człowiek zmienia się z dwóch powodów. Dlatego, że otworzył oczy, lub dlatego, że zamknął swoje serce.
Dla niektórych ludzi nie potrafię zamknąć serca, chociaż zarzucają mi, że już dawno to zrobiłam. Ale nie potrafię przymknąć oczu na pewne sprawy. Może jestem głupia, ale na pewno nie jestem ślepa.

Kiedyś przyjdzie taki moment, że już będę miała dość. Zamknę oczy. Wtedy ty swoje zdziwione szeroko otworzysz...

Ileż można odbijać piłeczkę i ciągnąć gówno przez morze.
Trzeba wstać. Wydorośleć. Wypić piwo, którego się nawarzyło. Wyciągnąć wnioski i być dobrym człowiekiem.

Kurwa, czego ja wgl wymagam... ;/

Jeśli do tej pory nic się nie zmieniło, to i w środę się nie zmieni.


"It's not like you to say sorry
I was waiting on a different story
This time I'm mistaken
For handing you
A heart worth breaking
And I've been wrong
I've been down
Into the bottom of every bottle
These five words in my head
Scream
Are we having fun yet?"
(Nickelback - "How you remind me"


Czasem obojętność staje się jedynym ratunkiem przed utratą zmysłów. Ludzie nie wiedzą naprawdę, ile obojętności jest w nich i jak bardzo obojętne może się wszystko stać pewnego dnia.
I pomyśleć, że kiedyś mi cholernie zależało...
 

 
Zasłyszane rano w radiu: "Byle do piątku".
Taa, a taki chuj, bo ja mam weekend pracujący i piątek mnie nie ratuje. Byle do środy - idziemy z Pięteczką w miastooo! ^^ ;*

Po pracy na plus: pogaduchy z Q. na przystanku. Na minus: traumatyczny powrót z Mrocznym Grabarzem. Kuźwa, trzeba robić to prawo jazdy, bo ja się wykończę psychicznie w tym busie xD

A propos prawka: zostało mi 8h, czyli dwa wyjazdy do B-ca i egzamin wewnętrzny. Już prawie koniec, a ja w dalszym ciągu jestem tumanem i nie czuję się gotowa na egzamin. Help! ;C


PS: The moment when you cast a spell because you were mad and now shit is going on... o.O
Jestem chyba jasnowidzem albo jakąś wiedźmą ;D
Instant karma! Madafakaaaa bum! ;D

PS2: Kiedyś myślałam, że moja wioska jest mała. Teraz okazuje się, że małe jest to miasto, bo wszyscy wszystkich znają. Wystarczy popytać odpowiednich osób i można się ciekawych rzeczy dowiedzieć.
Jedno źródło, a szeroki wachlarz informacji.
Pierwsza to "bobry i nietoperze" przez które chyba rzucę palenie (pozdro dla kumatych i dla tych, co widzieli!).
A drugie: "dyskoteka i pająki" - teraz wszystko składa się w logiczną całość, która pokazuje, że faktycznie ciągnie swój do swego. A to utwierdza mnie w przekonaniu, że lepiej trzymać się od tego z daleka.
Finally, someone whose life is more pathetic than mine. Nice.

PS3: Czasem mam wrażenie, że przywołuję pewne osoby telepatycznie, bo odzywają się akurat wtedy, gdy o nich pomyślę o.O
 

 
Jeżuuuu jak zimnooo!
Co z tego, że siedzę teraz w pluszowej bluzie z króliczymi uszkami i przy ciepłej herbacie, więc niby powinno mi być ciepło. "Zimno" to stan umysłu, z którego się wychodzi dopiero na wiosnę, jak z zimowego snu.
Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie można wreszcie zrzucić te kożuchy, grube kurtki i swetry, które dodają z 10 kilo a wzamian zabierają cały seksapil i wgl całą płeć.
Ta pogoda to ni w pizdę ni w oko.
Założę czapkę - jak debil w czapce.
Zdejmę czapkę - jak debil bez czapki.
Zaczynam się zastanawiać, czy aby o czapkę tutaj chodzi...


Myślałam, że istnieje pewien wiek, w którym już się nie reaguje na komplementy burakiem na twarzy. Jednak z tego się nie wyrasta.
-U fryzjera byłaś?
-Niee.
-U makijażystki?
-Niee.
-Włosy wyprostowałaś?
-Noo.
-Łaaadnie ^^
Chyba ludzie z mojego otoczenia już za bardzo się przyzwyczaili do tego, że na co dzień wyglądam jak straszydło.


Zeszłej nocy śniły mi się jakieś pojebizmy.
Tzn. najpierw ktoś mnie nawiedził we śnie, pewnie w myśl zasady, że jak ktoś za tobą tęskni, to ci się śni. (BTW ciekawe czy ja się komuś śnię...)
Drugi sen: noworodek, zębaty, ugryzł mnie w palec. Cały poranek rozkminiałam, co to może oznaczać. Na koniec dnia doszłam do wniosku, że nic dobrego.

Dlaczego?
Bo ten dzień był pasmem niefortunnych zdarzeń. Najpierw prawie się zabiłam wychodząc z wanny (brawo ja, wszechstronnie upośledzony człowiek). A później to już syf, kiła, mogiła, awaria, malaria xD i na koniec "mroczny grabarz" w busie.


W pewnych sytuacjach mogłabym się zemścić, ale po co.
W tym przypadku karma i tak ma już pełne ręce roboty.
Revenge is not in my plans. You'll fuck yourself on your own.

_________________________________________________________
Ludzie, którzy naprawdę będą chcieli być w twoim życiu zrobią wszystko, żeby w nim być.
Szkoda tylko, że dla niektórych "wszystko" to lajki na fejsbuku...
 

 
[w tytule zastrzyk pozytywnej energii na niebieski poniedziałek]

Weekend minął całkiem przyjemnie. W niedzielę przyjechał do mnie Miś. Po południu wpadł Brat na głupawki i wspominki przy tej mojej przegranej halbie.
Łach dnia:
-Z czego robi się gibos?
-Z pakusty ;D

Podobno dzisiaj był ten cały "Blue Monday", czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. No nie dla mnie, ja blue monday mam najczęściej w listopadzie i to everyday.

Chyba mogę powiedzieć, że to był pozytywny poniedziałek. Spacer po mroźnej Wylęgarni Smoków z Miśkiem, gotowanie obiadu, a później jazdy, na których nieźle mi szło.

Wyjeździłam już ponad połowę godzin, wszystko wychodzi mi bezbłędnie, a z dynamiką jazdy nadal dupa ;<
Przydałoby się pouczyć zaocznie, ale nie ma z kim. No cóż, pozostaje mi zakuwać teorię (nie przerobiłam nawet połowy materiału O_O)

_________________________________________________________
O tym, co jest nie tak, należy sobie mówić na bieżąco i wprost. Nie czekać, aż przeleje się czara goryczy, bo później można nie nadążyć z wycieraniem.

Czy naprawdę tak ciężko jest zamienić kilka słów twarzą w twarz? Czy by porozmawiać po ludzku potrzeba nadludzkiej siły?

Nie potrzebujemy tabletek czy psychiatrów, ale ludzi z którymi można porozmawiać.

Ale... szkoda gadać...

Pisać też szkoda.
Idę spać.
 

 
"If you only knew
How many times I counted
All the words that went wrong
If you only knew
How I refuse to let you go,
Even when you're gone
I don't regret any days I
Spent, nights we shared,
Or letters that I sent
It's 43 and I can't sleep
Without you next to me I
Toss and turn like the sea
If I drown tonight, bring me
Back to life
Breathe your breath in me
The only thing that I still believe
In is you, if you only knew"
(Shinedown - "If you only knew"



Bardzo chciałam coś napisać, ale przecież "nie znam jeszcze życia i ludzi". No tak, przecież głupia ze mnie gówniara, nie?
Postąpię więc według mojej ulubionej internetowej zasady: nie znam się, to się wypowiem.


Wszyscy popełniamy błędy. Ranimy innych ludzi. Ale czasem wystarczy jedno słowo, by runął mur. No właśnie - słowo. Trzeba rozmawiać, bo to właśnie cisza, niedopowiedzenia i domysły tworzą między ludźmi największy dystans. Niektórzy są zdania, że lepiej olać temat niż próbować coś naprawić. Przecież nie ma o czym gadać...

To dziwne usłyszeć "musimy kiedyś pogadać" od kogoś, z kim kiedyś rozmawiałeś codziennie...

Wczoraj przez pół nocy nie mogłam spać, a jak już zasnęłam, to śniły mi się dziwne rzeczy. Mnóstwo myśli kotłuje mi się w głowie. Może to ja popełniłam błąd? A może ktoś tu odwraca kota ogonem?
Mam ochotę przelać trochę swoich odczuć na klawiaturę, jednak stwierdzam, że nie warto uzewnętrzniać się publicznie. Każdy i tak zinterpretuje po swojemu, dlatego lepiej zostawić to dla siebie.

_________________________________________________________
To uczucie, kiedy ktoś na kim ci zależy uważa, że go skreśliłeś...
Ała...

Myśl sobie co chcesz.
Mi jest już tylko cholernie przykro...
...ale kogo to obchodzi.
 

 
Prawdziwi przyjaciele się nie obrażają. Prawdziwi przyjaciele się kłócą, złoszczą i czasem mają siebie serdecznie dość, ale nigdy się nie odwracają i nie odchodzą. Nie ma co ukrywać - jeśli komuś na nas zależy wcale nie jest tak łatwo zerwać znajomość i po prostu odejść na zawsze. Życie bez kogoś, kto był nam bliski, nie będzie takie same. Nie będzie też wcale łatwiejsze. W dzisiejszych czasach ludzie zbyt szybko nazywają siebie "przyjaciółmi" i zbyt szybko przestają siebie tak nimi nazywać. Kim jest dla mnie "prawdziwy przyjaciel"? To osoba, która jest ze mną, nawet wtedy, kiedy ja odchodzę od zmysłów. To ktoś, kto wie kim jestem i przypomina mi o tym za każdym razem, kiedy sama mam wątpliwości. To osoba, która trzyma mnie mocno swoimi ramionami albo swoimi słowami, za każdym razem kiedy obijam się o własne myśli. To ktoś, kto zrobi wiele, żeby ciągnąć mnie w górę, kiedy spadam w dół.

Już sama nie wiem kogo mogę nazwać przyjacielem...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Zawsze wierzyłam, że ludzie w głębi serca są dobrzy. Wierzyłam w ich szczere intencje i bezinteresowność. Wierzyłam w przyjaźń damsko-męską (i w kilku szczególnych przypadkach nadal wierzę). Wszyscy mi mówili, że to głupie i naiwne, a ja nie chciałam słuchać. Nie słuchałam do czasu pewnej rozmowy, która zadziałała na mnie jak kubeł zimnej wody, a echo tych słów do tej pory kołacze mi się w głowie.
"-Żaden facet bezinteresownie nie zapyta co tam u ciebie, chyba że będzie chciał pożyczyć od ciebie pieniądze albo cię przelecieć"
"-Tuśka, ty naprawdę żyjesz w takiej szklanej kuli czy sobie jaja robisz?"
Tak, żyłam w szklanej kuli, która już dawno popękała, a jej kawałki walą mi się teraz na łeb i ranią za każdym razem coraz głębiej. Bo nic nie boli tak, jak rozczarowanie, że świat jest taki jaki jest, a ludzie to kurwy.

Prawda jest taka, że przez wszystkich prędzej czy później będziesz cierpieć. Musisz tylko mądrze wybrać tych, którzy są warci twojego cierpienia.

_________________________________________________________

"I'm comin' at ya
'Cause I know you got a bad reputation
Doesn't matter, cause you give me temptation
And we don't gotta think 'bout nothin'
These friends keep talkin' way too much
Say I should give you up
Can't hear them no, 'cause I... (...)
And boy I got ya
Cause tonight I'm making deals with the devil
And I know it's gonna get me in trouble
Just as long as you know you got me"
(Ariana Grande - "Side to side"


Nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by go gonić.
A głupi króliczek setny raz daje się złapać w te same wnyki...
 

 
To będzie długi wpis, zacznę go od tych milszych rzeczy...


W niedzielę mój najukochańszy Miś miał urodziny <3

Uczciliśmy to już w sobotę na piwie z ZGK. Trochę szkoda, że na te imprezy zawsze docieram ostatnia. Za to zawsze mogę liczyć na ciepłe przyjęcie - to miłe, kiedy cały lokal wita cię uśmiechami i przytulasami ^^ Uwielbiam tych ludzi <3

Niedziela minęła nam leniwie. Ja większość czasu spędziłam w kuchni, bo obiecałam mojemu Pyszczkowi all-inclusive ;D Śniadanie do łóżka, dwudaniowy obiad i deser - fotorelację wrzucę w najbliższym wpisie foodpornowym. Najważniejsze, że Miś był szczęśliwy ^^

Wieczorem oglądaliśmy "AHS: Cult". Wkręciłam się. Coś czuję, że ten sezon będzie inspiracją do wielu wpisów.

_________________________________________________________
Lat mam tyle, ile WOŚP. Odkąd pamiętam wrzucałam pieniądze do puszki. W tym roku postanowiłam zagrać z Orkiestrą nie tylko jako Tuśka, ale też jako Insomniaa, przeznaczając miesięczny dochód z reklam na blogu na pomoc dzieciom.
Te pieniądze to pomoc od Was, moi drodzy Czytacze, bo to właśnie Wy czytając bloga generujecie zyski z reklam.

Byliśmy z Miśkiem w MDK na lokalnym finale WOŚP. Tej cudownej atmosfery otwartych serc nie da się opisać słowami. Do domu wróciliśmy przemoknięci, ale szczęśliwi, że zrobiliśmy coś ważnego i dołożyliśmy swoją cegiełkę.

Potem włączyliśmy tv i wszystko runęło...
Jedno serce zgasło, drugie zrezygnowało, a miliony innych pękły na pół...

Spirala ciągle się nakręca. Jak w tym kraju ma być dobrze, gdy ludzie tylko czekają, by skoczyć sobie do gardeł. Wydarzenie, które miało łączyć ludzi, podzieliło ich na dwa obozy - tych, którzy wrzucają do puszki Owsiakowi i tych, którzy chcą wrzucić do puszki Owsiaka.

Mowa nienawiści, hejt - znam to bardzo dobrze, doświadczam tego na każdym kroku. Teraz internet aż kipi od wylewanego jadu, a w komentarzach hipokryzja prima sort: "Stop mowie nienawiści, mordy zdradzieckie!".

"O jedno was tylko błagam: nie odpowiadajcie nigdy agresją na agresję, ponieważ jest to takie samo zło, jak każde inne"
(Robert Brylewski)
 

 
Chciałam napisać, że jest pozytywnie i wszystko zaczyna się układać, ale nie chcę zapeszyć. Tak już mam, że kiedy jest dobrze, to wypatruję jakiegoś nieszczęścia na horyzoncie. Przecież to, że jest dobrze, dla pesymisty nie jest normalnym stanem rzeczy.


Nauka nie idzie w las. Wróć, jaka nauka skoro podchodzę do testów, a nawet nie siedziałam nad tymi pytaniami. Za kółkiem też całkiem dobrze. Następne jazdy w poniedziałek.
Gaz do dechy i wycieraczki! Pizda ogieeeń! ;D

Rozmowy z inteligentnymi ludźmi nasuwają mi wiele tematów do rozkmin, którymi niedługo podzielę się na blogu. Czasem jest właśnie tak, że nie ty wybierasz pisanie, tylko ono wybiera ciebie.

Przymusowego urlopu raczej nie będzie. Będzie za to ciężkie przedsięwziemnięcie logistyczne. Ale damy radę, nie takie rzeczy tu się robiło.

W psychiatryku ciągłe głupawki:
-Wiesz co zrobić jak M. dostanie padaczki w wannie?
-Co?
-Wrzucić pranie xD
albo:
-No weź tą rękę! Pod pachę mam ci wejść?!
-Pod pachwinę, hyhy ;D
no i:
-I co z nim teraz?
-A chuj mu w dupę. Ale tylko do połowy, bo ja nikomu źle nie życzę ;P


W marcu chyba pójdziemy z K. się zakolczykować ^^
Piszę "chyba", bo najpierw trzeba przekonać naszych chłopów, żeby nie mieli obiekcji ;D
Trochę mam stracha, ale co tam - raz się żyje! Trzeba żyć tak, by żałować jedynie niepodjętych decyzji i zmarnowanych szans. By miło było wspominać, a wstyd opowiadać.

A wasted life is worse than death.

_________________________________________________________
Stop talking this shit about hope. You are hopeless.
 

 
"Empty spaces fill me up with holes
Distant faces with no place left to go
Without you within me I can’t find no rest
Where I’m going is anybody’s guess..."
(Backstreet Boys - "Incomplete"

[taa, złapałam fazę na BSB i odgrzewam w kółko stare piosenki]


Powinnam już spać, ale przecież nick zobowiązuje...
Ostatnio mam mało czasu na bloga. Tyle rzeczy zaśmieca mi głowę, a nawet nie mam kiedy posprzątać.

W końcu muszę zacząć się uczyć, a jakoś nie mogę się do tego zebrać. Złapałam zastój w połowie teorii. Dobrze, że chociaż jazdy jakoś mi idą. Jutro kolejne dwie godziny.

Możliwe, że całkiem niedługo będę miała duuużo czasu i na naukę, i na porządki, i wgl na wszystko... Tylko nie za bardzo mi się to podoba ;/
Ale nie ma co panikować, jeszcze nic dokładnie nie wiadomo. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

_________________________________________________________
Nawet jeśli masz dobre intencje i czyste sumienie, to nigdy nie wygrasz z tym, co ludzie sobie na twój temat ubzdurają. Przecież oni wiedzą lepiej, im nie przetłumaczysz. Zresztą po co - tylko winny się tłumaczy. Wyjebane, niech sobie myślą co chcą, najwyżej dostanę po mordzie, YOLO.

PS: Głupia Tuśka, głupiaaa...

PS2: Awkward...
 

 
"I close the door
Like so many times, so many times before
Filmed like a scene on the cutting room floor
I wanna let you walk away tonight without a word
I try to sleep, yeah
But the clock is stuck on thoughts of you and me
A thousand more regrets unraveling
Oh, if you were here right now,
I swear I'd tell you this..."
(Backstreet Boys - "Inconsolable"


Wpis gościnny z miśkowego centrum dowodzenia.
Nie mogę zasnąć. Gryzie mnie sumienie (aż dziwne, że wgl coś takiego mam).
Kiedyś coś obiecałam. Nie wiem czy bardziej komuś, czy bardziej sobie samej. A od wczoraj mam wyrzuty sumienia, bo myślę, że postąpiłam źle.

"I feel something so right doing the wrong thing. I feel something so wrong doing the right thing..."

Jestem między młotem a kowadłem i nie wiem, co mam zrobić. Postąpić według ogólnych zasad, posłuchać co mówią inni, by w ich oczach nie wyjść na frajerkę? Czy pozostać lojalną wobec samej siebie by nie wstydzić się spojrzeć w lustro? Gdy się to czyta, to wybór jest prosty. Szkoda tylko, że w rzeczywistości nie jest to takie łatwe.

Mam poczucie, że kogoś zawiodłam i że chujowa ze mnie przyjaciółka...


"I tried to go on like I never knew you
I'm awake but my world is half asleep
I pray for this heart to be unbroken
But without you all I'm going to be is incomplete..."
(Backstreet Boys - "Incomplete"


PS: no i kurwa przegrałam tę flaszkę! ;P
 

 
"Nowy Rok - nowa ja"
O Bożu, ile tego już widziałam na fejsbukach. Do porzygu.

Jak co roku o tej porze uprzejmie przypominam, że nowy rok budujemy na podstawie roku poprzedniego, a złoty dom nie ustoi na fundamencie z gówna i klocków lego. W tym miejscu pozdrawiam również tych, którzy budowę zaczęli od dymu z komina.


Nowy początek? Przecież to tylko kolejna kartka z kalendarza. Tak naprawdę nic się nie resetuje. Zamiast zaczynać nowe życie spróbuj być mniej pojebany w tym, które już masz.


Moim postanowieniem na rok 2019 jest nie mieć postanowień. Przecież człowiek i tak się tego nie trzyma. Nie działa na mnie motywująco to, że wszyscy coś sobie ustalają. Jak będę chciała zmienić swoje życie, to zmienię. Nie ważne, czy pierwszego stycznia, czy w środku roku w piątek trzynastego.

Jest jednak coś, co mi się przyda na ten rok: przestanę się zastanawiać, czy jestem wystarczająco dobra dla ludzi i zacznę zwracać uwagę na to, czy oni są wystarczająco dobrzy dla mojego zdrowia psychicznego (którego już dawno nie mam, but whatever).

Życzę sobie w roku 2019 jak najwięcej drobnych sukcesów. Nie jakichś spektakularnych osiągnięć, tylko właśnie takich drobnostek, które powoli budują poczucie własnej wartości.


A jedyny ból jaki chcę czuć w 2019 roku to igła do tatuażu ;D


PS: łatwo pieprzyć pseudomotywacyjne mądrości, gdy ma się dobre życie. Normalnie Pałlo Koełlo dla głupich cip.
Czym jest to "dobre życie"? Teatrzykiem odgrywanym w internecie. Tylko tam możesz udawać, że wszystko jest perfekcyjnie.
Pozdro. Powodzenia.
 

 
To był dziwny rok. Ciężki, trudny, dołujący. Ale momentami też cudowny i wart zapamiętania. Czasem dodawał skrzydeł, by potem brutalnie je połamać. Rok wyzwań, niespodzianek, rozczarowań, smutków, radości.

Patrzę wstecz: widzę bliskich ludzi, którzy wydają mi się tacy obcy i obcych, którzy nagle stali się bliscy. Widzę przyjaźnie, które już nie zasługują na to miano. Widzę szanse, które zmarnowałam, przepowiednie, które się nie wypełniły, ale też obietnice, których dotrzymałam.
Patrzę na zdjęcia. Wspaniałe wspomnienia. Ulotne chwile zatrzymane w pikselach. To dowód na to, że kiedyś choć przez chwilę wszystko układało się po naszej myśli.



A tak to wszystko się układało:

*STYCZEŃ*
-Sylwester z ZGK
-leniwy Nowy Rok
-spacer z Bąblem po ciemacku po Wylęgarni Smoków
-"głupia gówniara" ;/
-kawa u A. i M.
-służbowe głupawki w rytmie disco polo
-drugie 18-ste urodziny Misia ;*
-piwko w Grillu i "Chwalcie łąki umajone"
-innowacje na Wylęgani
-wstręt do orzechów laskowych (pdk!)
-dwutygodniowy maraton + dwa półmaratony
-narkotyzowanie się barszczem

*LUTY*
-mistyfikacja
-wycieczka do Pragi
-koncert Dropkick Murphys
- *ZARĘCZYNY w Pradze na Moście Karola* <3 ;*
-Pasza w psychiatryku
-"Lis mi stąd wyszoł" xD
-oglądanie korespondencyjnie "Love actually" <3
-zaczepienie kłódki na moście <3
-spóźnione Walentynki <3
-"kanister smolcu spod frytkownicy" xD
-wykopki na Wylęgarni
-urlop
-kawa u RyjĆka
-kolacja z Misiem w Miódmaliny
-piwko u A. i M.
-wizyta u fryzjera
-Misiowe czekoladowe babeczki ^^

*MARZEC*
-takie życie w naszej branży, jeden weekend, pięć melanży
-Dzień Kobiet (i czekoladka ^^)
-handmade, czyli metalkutte dla Misia
-urodziny M. i "tablica Lambadajewa"
-mhroczny koncert w Bascie
-urbexy w Goerlitz
-dużo łez, przytulas i nieprzespana noc...
-trudne pożegnanie
-długie pogaduchy przez telefon
-koncert w QK
-trzecia rocznica <3 ;*
-powrót M.
-Bąbel, jego zespół Sex Pindols i przebój "Marta ostra jak petarda" xD
-Arbeit macht frei -.-
-"A psyjdzie jesce zajoncek?"

*KWIECIEŃ*
-Pastehah
-Synek żrący ciasto prowadząc samochód xD
-próba ućpienia Gestapo makowcem
-skarpetoperz xD
-tripy do pracy z Bratem
-ciepła orzechówka z gwinta z M. pod sexshopem ;D
-melo w Afi z Misiem, M., A. i ZGK
-bujanka z Misiem i M. rowerami po Goerlitz i urbex na Weinbergu
-trip na Berzdorf z Misiem, M. i Bratem i urbex na sortowni
-koncert Jamaram i Kamil Bez-nerek xD
-grill na Wylęgarni Smoków, czyli Projekt X z moimi najkochańszymi Mordeczkami <3
-"włajaż, włajaż"
-wiadro na placu Lompy xD
-"wódka, koksy..." xD
-mobbing frytkami
-koncert Power Play w towarzystwie trzech przystojniaków i moich dupeczek z D.City
-skarpetki i sandały xD
-głupie gadki na fajce, "trójnóg" i "Ja jestem nie do zajechania, zapytaj Marty!"
-kolegowie bocianowie
-Flo Rida "Low", taniec godowy i "Nie widzi, nie widzi" ;D ^^
-poranna traumatyczna fotorelacja xD
-trip z czubkami do DAG Christianstadt
-podarte leginsy ;/
-Rhododendronpark Kromlau i Most Diabła
-spacer po starówce w Dreźnie
-kask z wiodra xD
-spontaniczny wypad do Plazy i eskorta w drodze powrotnej

*MAJ*
-Festiwal Kuchni Historycznej na Zamku Czocha
- 3-majówka we Wrocku - Kult i Dubioza Kolektiv
-trip na Wylęgarnię z moim ulubionym kierowcą
-koncert After Party i mokasyny ze złotym kutasikiem
-nocna wycieczka na kopalnię, wjazd na Landeskrone i szop ;D
- 5 zł do skarbonki xD
-pogaduchy ^^
-rozmowa dyscyplinarna i niezdrowa zażyłość
-zło przypierdoliło znienacka ;/
-Marleyki w QK
-plażing na Blaue Lagune
-grill w Stadtparku
-rozmowa na Wylęgarni Smoków i gest, który zapamiętam na długo
-koncert Łobuzów
-kawka u A.
-nocne pogaduchy z Bąblem
-trip do B-ca
-gorąca linia psychiatryczna
-miejsce na półce
-długie rozmowy na podłodze
-zawzięta Tuśka i gapienie się w telefon jak szpak w pizdę
-komiczny "ogon" xD
-przepowiednia do spełnienia

*CZERWIEC*
-nowa zajawka - nożyce do żywopłotu ;D
-manewry, "piaski czasu" i pogaduchy przy winie
-randka z Miśkiem
-piwko u A. i M.
-odwiedziny onko-pato xD
-ciacho od ciacha ^^
-three letters...
-rok pięknej patologii z Bąblem ^^
-smutna podróż przez "Highway to Hell" [*]
-Kromeczka <3
-chillout na Kaolinie
-nocne manewry na Wylęgarni przy piwie z Misiem i Bratem
-Krzysztof Krawczyk w Bagdadzie
-szałas na hałas xD
-bardzo chujowy mecz...
-trzy gole w meczu Polska-Ukraina i trawa w zębach (pozdro dla kumatych!)
-dupa na propsie ^^
-"plandeka od tira zamiast gaci" i "łowca szparek" xD
-ploteczki na balkonie u A.
-dwa piełdolce w psychiatryku xD

*LIPIEC*
-integracja w Tawernie
-Futraki i tajskie lody <3
-Borysek <3
-"Czymej kluski na oknie" xD
-"Zbuduję ci dom, będziesz miała schron, taki szaaałas na hałaaas" xD
-"Maaarta jak zwyczajny pies..."
-Ogórek xD
-gorąca linia psychiatryczna
-urbex w Trzebieniu i Pstrążu z Misiem i Bąblem
-"Jasna Gira nie jest bezpiczna dla ongielskich lutników" xD
-US Car Convention w Dreźnie z ZGK
-Border Triangle
-czas w las
-druga edycja Projektu X
-hamak w ogródku, czyli chillout zone
-zaćmienie księżyca

*SIERPIEŃ*
-Smosiołek [*]
-onko-urbex w Bagdadzie
-prawie 3-godzinna rozmowa przez telefon
-szoping wielkogabarytowy z Bratem i wizyta na wyklętych rewirach
-5 lat w psychiatryku
-sekundy uszyte z pozłacanej waty
-randka z Misiem w Royal Berry
-instant karma moim kosztem
-urodzinowy Projekt X
-oglądanie spadających gwiazd z Misiem ;*
-dziwny (nomen omen) sen
-maszakraaa
-spacer z Misiem w Goerlitz i wystawa w Stadthaale
-urlop Łajzy i browar w Grillu
-Soundsystem Street Festiwal i spotkanie przy piwie
-wypad na koncert do Szklarskiej Poręby
-szlug na murku i godzinne pogaduchy
-Altstadtfest i pogaduchy przy piwku
-urodziny A., wino, wino, dużo wina...

*WRZESIEŃ*
-onko-pato-manewry z Bąblem
-Misiek i "Nasza szkapa" xD
-Marek-man szybki i wścieknięty
-trauma po "liszaju"
-"forma do babki ze stulejką" xD
-urbex na Weinbergu i wejście na wieżę
-telefon o 8 nad ranem i rozmowa o "jojkach w czornym gornku" ;D
-biforek u A. i M., a po nim Rockabilly Party w Nostromo
-powrót z Nostromo, Misiek-blachara, 200 koni pod maską i osioł za kierownicą ;D
-spacer po lesie z Misiem
-wampir w srebrnym volvo i ploty
-bomba na Wylęgarni
-wódeczka z Bratem
-spacer do kamieniołomu
-wieczór przy "Rocky Horror Picture Show"

*PAŹDZIERNIK*
-manewry
-kawa nocą z dwoma czubkami
-dwa ważne kroki i dwa słowa, które dały mi motywację
-Miś z okienka
-"Nowy zięć" ;D
-wieczne rozczarowania...
-urlop
-"Helloł, yez diz iz dog"
-kawa u Ryjćka
-zua karma ;]
-plan 025
-Na parafii zespół zgrany - ksiądz, dwie kurwy i organy
-Laputana i Laputita
-ja jako pyszczkowa fryzjerka
-jabłczan magnezu

*LISTOPAD*
-kurs na prawo jazdy
-doktor Mengele
-przedpołudniowe odwiedziny
-Pstryk! Pstryk!
-trzy plagi egipskie
-montaż drzwi
-długi przytulas
-grzybobranie z trzema czubkami
-dół jak wół
-"Spotkali się pod kinem..." <pdk>
-pato i kończyny do amputacji
-wkurw i foch
-oko na Maroko ;/
-tatuaż <3

*GRUDZIEŃ*
-Puszkin prawdę ci powie
-Bąbel mistrzem podsumowań
-Weltschmerz
-R. [*]
-pierwsze jazdy
-poprawka tatuażu
-psychoterapia ;D
-zapierdol przed świętami
-R. [*]
-A. [*]
-prorocze sny
-dziwne telefony
-rodzinne święta i pełna chata <3
-Pięteczka w psychiatryku <3
-pogaduchy i szoping z Bąblem
-kolejne prorocze sny
-impreza sylwestrowa z najlepszymi Mordeczkami <3



Nie skończyłam tego roku w szpitalu, więzieniu ani w grobie, więc chyba można go zaliczyć na plus.

Czego nauczyłam się w 2018 roku?
Że trzeba odróżniać przyjaciół od interesownych kurew, sympatię od lizusostwa, twarz od mordy... Że niektórych ludzi nie można na siłę trzymać w swoim życiu tylko dlatego, że macie jakieś wspólne wspomnienia... Że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni... Że potrafię wstać z kolan, nawet gdy nikt nie wyciągnie do mnie pomocnej dłoni... Że decyzje, których trzeba żałować to nie te złe, tylko te niepodjęte... Że trzeba korzystać z każdej chwili i każdej okazji, bo druga może się już nigdy nie przytrafić... Że życie jest tak cholernie ulotne i nie warto go marnować... Że warto podejmować wyzwania... Że rozmowa z drugim człowiekiem może naprawdę wiele zmienić... Że trzeba umieć mieć wyjebane... Że nie można tracić dobrego serca tylko dlatego, że świat jest zły...

Ten rok był bardzo cenną lekcją.

Co przyniesie następny?
Aż strach się bać...
 

 
Pierwszy raz w tym roku zasiadam w moim centrum dowodzenia.

Końcówka grudnia była bardzo pracowita. Na szczęście mieliśmy parę rąk do pomocy - historia zatoczyła koło i do psychiatryka wróciło moje Pieczywko aka Kromeczka-Pięteczka ;D

W piątek na Wylęgarni zawitał Bąbelek. Wpadł na kawkę i pogaduchy, no i oczywiście po prezent urodzinowy (wiedziałam, że mu się spodoba! Teraz musimy pograć, zioooom!)
Później szybki szoping. Powinnam nagrywać tutoriale na yt jak wybrać outfit na imprezę w 10 min. Szkoda, że sobie tak szybko nie umiem wybrać, a planowanie stylówki na Sylwka wiązało się z przewróceniem szafy do góry nogami.

W noc przed Sylwestrem śniły mi się nomen omen dziwne rzeczy. Czasem mam wrażenie, że tymi snami wywołuję wilka z lasu. Tym razem też wywołałam.


Impreza Sylwestrowa była przezajebista!
Domówka, pełna chata ludzi, stół pełen żarcia, świetna atmosfera, głupawki, przypały. Miło wspominać, wstyd opowiadać ;D
I po co komu te napompowane bale, po co spina, kreacje? Nie trzeba pałacu by odstawić imprezę na sto fajerek ;D
Dziękuję wszystkim Mordeczkom za wspaniałe zakończenie roku! Oby w tym było jak najwięcej imprez w takim gronie!


Jeśli faktycznie "Jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. To był zły dzień. Pełen złości, płaczu, kłótni. Nie tak miało być.
Wszystko co nie zostało do końca przecierpiane i rozwiązane, powraca.
Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze można wyjść i pierdolnąć drzwiami. Owszem, mogłam to zrobić. Ale nie umiem, bo za bardzo mi na Tobie zależy...


Noworoczny wieczór spędziliśmy przed telewizorem oglądając głupią bajkę. Teraz chodzę i śpiewam "Egzorcystaaa za niecałe trzystaaaa" xD

W Sylwestra się nie wyspałam, bo od rana byłam w pracy. W Nowy Rok się nie wyspałam, bo spałam na kanapie (złożonej). Dzisiaj się nie wyspałam, bo też byłam w pracy na rano. Jutro się nie wyśpię, bo przychodzi ksiądz po kolędzie. Nosz kurffff....!

Rok 2019 miał być zajebisty. Jest dopiero jego drugi dzień, a ja już mam dość tej chujowizny.


PS: zakład z Bratem przyklepany. Czekamy do 5-go a potem pijemy wódeczkę (coś czuję, że chyba za moje...)
  • awatar goal digger: Super, że pożegnanie starego roku się udało, takie imprezy są najlepsze :D Co do pierwszego to u mnie też był beznadziejny, dawno nie miałam tak złego dnia. I głowie tylko mi chodziło "ogarnij się, bo potem będziesz cały rok tak miała". XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›