• Wpisów:2968
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:10 dni temu
  • Licznik odwiedzin:345 857 / 3769 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszyscy znajomi urbexowcy od dawna nakręcali mi temat "Potwora z Redwood". Poszperałam, znalazłam i pojechaliśmy w odwiedziny z Miśkiem, A. i M.

Cel najpierwszy i główny: Mauzoleum Emila Beckera.
Budowla w stylu neoklasycyzmu wzniesiona została po śmierci jednego z ostatnich właścicieli nieistniejącego już Pałacu Maciejowa,
Emila Beckera (fabrykanta dywanów z Berlina), czyli między 1891 a 1902 r. i położone jest w dzikiej części byłego parku pałacowego. Wewnątrz znajdowały się tablice inskrypcyjne oraz naturalnej wielkości marmurowa figura Chrystusa, która została ok. 1990 r. uszkodzona, a następnie, ok. 1995 r., przeniesiona do miejscowej kaplicy cmentarnej. W podziemnej krypcie pozostały deski z trumien.




Obecnie mauzoleum jest zdewastowane, ale zamieszkałe: jego wyjątkowym rezydentem był potwór - pozostałość po kręconym w okolicy filmie "Redwood" (2017), kiepska produkcja, ale przynajmniej krajobrazy ładne.
To właśnie potwór ściągał tu rzesze turystów, ale niestety także wandali, którzy rozczłonkowywali to biedne stworzenie.

SMUTNA WIADOMOŚĆ: poniższe zdjęcia zrobiliśmy w niedzielę. W poniedziałek po południu dowiedzieliśmy się, że potwór został doszczętnie zniszczony i spalony... Zdążyliśmy go zobaczyć w ostatniej chwili.



W przypałacowym parku znajduje się również wieża widokowa wybudowana w 1875 r. Niestety nie można na nią wejść.

Oczywiście w terenie włączył mi się druid: znalazłam piękny okaz bzu koralowego (trujący!)

Wymęczeni wspinaczką na parkowe wzgórze pojechaliśmy do Jeleniej na obiad. W tym miejscu szczerze polecam American Burger. Takie dobre rzeczy dajo:

Po obiedzie pojechaliśmy zobaczyć zaporę na Jeziorze Złotnickim. Do zapory prowadzi bardzo ładna trasa przebiegająca przez dwa tunele.


Wejścia do drugiego tunelu pilnuje żeliwny lew. Legenda głosi, że lew ryczy, gdy tunelem przechodzi dziewica.
Pierwotnie lew mieszkał w parku krajobrazowym w okolicach Starościńskich Skał, w Złotnikach pojawił się w latach 70. XX w.

Zapora w Złotnikach została wybudowana na rzece Kwisie tworząc Jezioro Złotnickie. Budowę rozpoczęto w kwietniu 1919 r., a już w listopadzie 1924 r. pracę podjęła elektrownia wodna. Zapora i elektrownia w Złotnikach jest zaporą kamienno-betonową typu ciężkiego. Jej wysokość całkowita wynosi 36 m, natomiast od poziomu terenu 27,5 m. Długość w koronie – 168 m. Szerokość korony wynosi 5 m, natomiast w stopie zapora ma 27 m.



Z zapory chcieliśmy jechać do gryfowskiej Pasji na coś słodkiego, ale niestety nie było miejsca. Wracałam do domu zasmutkowana, a panna cotta w Deliszys jakoś nie poprawiła mi humoru.

Dziękuję mojej kochanej "mafii" za miło spędzoną niedzielę ;*
A także mojemu Pyszczkowi za udostępnienie fotorelacji ;*


PS: Gdy szukałam miejscówek na wycieczkę A. napisała mi, że "M. nie jest urbexowy".
Sytuacja z mauzoleum:
-A gdzie M.?
-Zszedł do krypty.
-Ooo ten co niby urbexowy nie jest! ;D


PS2: taka dygresja, ale a propos potworów...
Ten uczuć, kiedy wyskakujesz nago z łazienki, biegniesz przez pół chałupy, bo zapomniałaś ręcznika, wyglądasz przy tym jak Smigol, a twój narzeczony pokłada się ze śmiechu - bezcenne! xD
 

 
Jak miło w końcu zasiąść w moim Centrum Dowodzenia po tak długiej emigracji ^^

Tydzień temu w niedzielę byliśmy z Miśkiem na "rodzinnej" imprezie - urodzinach mojej Sis ;* Popite, pojedzone, a przede wszystkim pośmiane ;D
Tak się śmiałam z Braciaka w "golfie" aż na drugi dzień mi samej szyję powykręcało ;/

Zeszły tydzień był wyjątkowo ciężki...
Po 10h w psychiatryku, do tego wstawanie o 8 nad ranem wymęczyło mnie doszczętnie. Codziennie wstając rano czułam się jak po zderzeniu z pędzącym pociągiem.
Do tego wieczne spiny, "włajaż włajaż" i mantrowanie, żeby komuś nie wyjebać. Nie pozwolę sobie, żeby ktoś do mnie pyszczył i mnie szarpał.
"Szlachta baluje, frajer pracuje. Chuj ci na łeb pizdo jebana" xD
Życzymy miłego dzionka i smacznej kawki (pozdro dla kumatych!)

Poza pracą dobiły mnie jeszcze kłótnie, przez które nie raz ryczałam i nie spałam po nocach...
Ale ja przecież tylko marudzę...

Na weekend udało mi się nieco naładować baterie.
Najpierw w piątek na Soundsystem Street Festiwal, mimo że pod koniec już trochę przysypiałam.
A potem w sobotę, bo w psychiatryku odwiedził mnie Kriss i ustawiliśmy się na piwko z Ryśkiem (w ramach krissowego wieczoru kawalerskiego xD). Fajnie było spotkać moje kochane mordy. Poczułam się jak za starych dobrych czasów w technikum.

Nooo i śmieszkowałyśmy dużo z Kromeczką:
"-Proszę gumka na wynos!"
"-Na miejscu czy na miejscu?" xD
"-Ta broszka należy do Pierdzioszka"
Ale najlepsze było spanie pod beczką xD
No i "miss mokrego podkoszulka": "hej dziewczyny, ściągać kiecki, bo nadjechał Marek Marecki" xD


A teraz uprawiam łomżing (pigwa z miętą i mirabelka) i słodkie nieróbstwo. Tego mi było trzeba!


PS: mam kryzys ekonomiczno-seksualny: patrzę do portfela a tam chuj. Ale jak tylko wygrzebię się z kryzysu, to muszę iść do mojego psychoterapeuty. Mam kilka projektów na dziaby, w tym wspólny z Kromeczką. Kiedyś chciałam sobie też wydziarać koniczynkę, no ale...

PS2: Mercury retrograded all over me...
Dobrze, że właśnie dziś retrogradacja kończy się Czarnym Księżycem. Pora się ogarnąć i zacząć pisać nowy rozdział.
Kilka dni temu wyciągnęłam zakurzoną już talię tarota, by sprawdzić, co powiedzą mi karty. Wszystko składa się w logiczną całość:
"Everything comes with a price"
Nie wiem która cena jest wyższa: materialna, fizyczna czy mentalna...

PS3: przypominam, że zaczynają spadać Perseidy, a ich apogeum jak co roku otwiera moje święto ^^

__________________________________________________
I swear empaths can feel things way before they actually find out things. They can feel when they're being played. They can feel when their "friends" are being shitty. They can feel when something isn't right.
Mam instynkt silniejszy od przeciętnych ludzi. Wiem kiedy coś jest nie tak, kiedy ktoś kłamie albo robi ze mnie idiotkę. I bardzo tego nie lubię.


To, że komuś wybaczam, nie znaczy, że akceptuję to, co zrobił, albo o tym zapomniałam. Nie oznacza to, że znowu mu ufam. Wybaczam dla siebie, żeby przestać się dręczyć i ruszyć dalej, bo trochę ciężko się idzie ciągnąc gówno przez morze. Nie jest tak jak powinno być, nie wiem nawet czy jest dobrze. I tak sobie trwam zawieszona gdzieś pomiędzy "ogiń dym" a "płoń na stosie", zastanawiając się, czy bardziej chcę przytulić czy w łeb przyjebać.
Wiecie co mnie najbardziej wkurwia w ludziach? Kiedy z kimś się pohapiesz, ale tak już na etapie "wypierdalaj nara", a później ten ktoś pisze jak gdyby nigdy nic. Książkowy przykład rozdwojenia jaźni. Nie jeden psychiatra by na tym rodzinę wykarmił. Robi mi to w głowie jedno wielkie WHAT THE FUCK. Nie potrafię udawać, że nic się nie stało.
 

 
"Wciąż tą samą stronę czytam, wciąż ta sama płyta
Świat się zaciął i zaczął zgrzytać dawno temu,
Już nie pytam czy do życia biorę jak najwięcej,
Bo chcę mieć jak najwięcej, żeby dać jak najwięcej.
Pozwól mi mieć to nieszczęście by przekonać się o tym,
Że więcej hajsu, to większe kłopoty
To, co wokół smutno mnie nastraja.
Niepotrzebnych myśli natłok w głowie mam.
Tu za szybko kręci się, codzienny teatr ten.
To w nim zgubiłam nagle się"
(Sycha & Patrycja Markowska - "4 ściany"


Nie myślałam, że wszystko skończy się tak szybko.
Pstryk! i już.
Drzwi zamknięte na klucz.

Cały żal, złość, smutek, pretensje, wiele niewypowiedzianych słów - to wszystko mieści się w trzech literach...

Dwa słowa, które wywołują nieprzerwany potok łez: "NIE RYCZ".
Nie potrafię...


Czasami zastanawiasz się czy jesteś dla kogoś wart tyle, by mieć pewność, że jak odłożysz słuchawkę ktoś zadzwoni. Pewność, że kiedy w nerwach odwrócisz się i pójdziesz w drugą stronę, ktoś pobiegnie za tobą. Będzie walczył, bo przecież wart jesteś tego całego pieprzonego zachodu...
Dziękuję, że utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że jestem dla ciebie nic nie warta... Tym razem to ja czuję się jak gówno w papierku... Ale spoko, taka karma...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
"W ostatecznym rozrachunku jestem osobą, która potrafi wyrządzić zło. Nigdy świadomie nie próbowałem nikogo skrzywdzić, lecz mimo dobrych intencji, w potrzebie potrafiłem być do cna egocentryczny, wręcz okrutny. Byłem kimś, kto potrafi, uciekając się do wiarygodnej wymówki, zadać osobie, na której mi zależało, ranę nie do zagojenia"
(Haruki Murakami)


Dialog z dziś:
-Co jest ze mną nie tak?
-Jesteś dobrym człowiekiem.
-To źle?
-Jak widać: dla ciebie nienajlepiej.

___________________________________________________________
A za dzień -
już się nie spotkamy
A za tydzień -
już nie pozdrowimy się
A za miesiąc -
już się zapomnimy
A za rok -
już się nie poznamy.
A dziś krzykiem noc nad czarną rzeką
Podważyłam jakby trumny wieko
Słyszysz? -
Już za daleko...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nie przykładałam specjalnej wagi do astrologii, dopóki nie przekonałam się, że układ ciał niebieskich faktycznie ma wpływ na to, co się dzieje w moim życiu. To nie jest przypadek, bo nigdy nie wierzyłam w przypadki. Wszystko składa się w logiczną (choć metafizyczną) całość.

W związku z retrogradacją Merkurego obkładam się kryształami, piję koporski czaj (więcej o tym w najbliższym wpisie szamańskim) i odkurzyłam moją talię tarota. Taki mój "witchy chill". Muszę coś zrobić, żeby nie zwariować. Ostatnio czuję się tak, jakbym non stop była pod ostrzałem, a w plecach mam tyle noży, że mogłabym udawać jeża.

Wszystko się pieprzy, nic nie idzie tak jak powinno, co chwilę pojawiają się nowe problemy. Ludzie są nieobliczalni, wkurwiają się, warczą na siebie. Ciągle same kłótnie, fochy, nieporozumienia. Rzeczy się psują, hajs się dupy nie trzyma, nic nie chce współpracować. Cały czas pod górkę.
Całe to kosmiczne pokurwienie będzie trwać do końca miesiąca.
Jak się przed tym bronić?
Primum non nocere - czyli nie dolewać oliwy do ognia. Nie panikować. Nie przejmować się tym, na co nie mamy wpływu. Być wyrozumiałym dla wkurwionych ludzi, ustępować głupszym, schodzić im z drogi. Najpierw myśleć, potem mówić, a najlepiej częściej gryźć się w język. Nic nie planować. Nie zaczynać nowych projektów, a trwające w miare możliwości zapauzować. Słuchać swojej intuicji. A przede wszystkim: oczekiwać nieoczekiwanego.

Retrogradacja Merkurego, pełnia Księżyca, wczorajsze częściowe zaćmienie (a u mnie prywatnie bloody moon) - nie ma chyba lepszej okazji do pozbycia się negatywnej energii ze swojego życia. Czas odciąć sznurki, odczepić pijawki, ściągnąć z ramion ciężkie brzemię.
Pamiętacie legendę o Bazyliszku? Jak zginął? Zamienił się w kamień patrząc w lustro. Lustro to karma. Tym lustrem będę ja.
Choć serducho podpowiada, że powinnam odpuścić, to rozum mówi, że tak będzie lepiej. Czuję się rozdarta i zawieszona między tym, co chcę a tym co powinnam zrobić.

Dasiek powiedział mi kiedyś tak: "Dla ludzi twoją wartością nie jest twoje złote serce. Dla niektórych jesteś warta tyle, ile mogą na tobie zyskać".
I to mądre słowa były. A teraz na każdym kroku przekonuję się o ich prawdziwości.


Clean up how you feel about others. Release those heavy feelings. Walk away from "friendships" that makes you feel small and insecure, and seek out people who inspire you and support you. Never chase anyone. A person who appreciates you will walk with you. The biggest mistake one can make, is losing yourself in the process of valuing someone too much, and forgetting you are special too. Delete the people that make you feel bad about yourself or your life, unfollow them, delete their numbers, erase their texts. You attract the energy you focus on. Take no shit.
If you walked away from a toxic, negative, abusive, one-sided, dead-end, low vibrational friendship - you won. Be thankfull for closed doors, bad vibes and stuff that falls apart. It'll protect you from things not meant for you.

_________________________________________________________
Zeszłej nocy miałam sen, a wierzę, że sny mają drugie dno i ten nie był przypadkowy.
Śnił mi się ktoś, kogo aktualnie raczej nie chciałabym widzieć.
Śniło mi się, że byłam z przyjaciółmi w hotelu. Ujrzałam tego kogoś w tłumie, byłam pewna, że mnie rozpoznał. Chciałam pójść do pokoju, tylko nie pamiętałam numeru. Spotkałam go na korytarzu, na mój widok wzruszył się i uśmiechnął. Chciał przytulić mnie na powitanie, a ja zrobiłam krok w tył. Więcej nie pamiętam...

Ten sen był tak realistyczny, ciągle mam go przed oczami, a w głowie kołacze mi się przesąd, że jak ktoś ci się śni, to znaczy, że za tobą tęskni.
Co mam o tym myśleć?
Hmmm...
Nie pozostaje mi nic jak tylko czekać na kolejny sen...
 

 
W czwartek wieczorem przyjechał mój Bąbelek! <3
Wyszliśmy więc we trójkę z Miśkiem i Bąblem na nocnego tripa. Skoczyliśmy na stację po piwo a potem siedzieliśmy na ławce w Niemcowni. Były rozkminki, głupawki, kontemplacja Smoka, obgadywanie pojebańców. Najlepszy był Bąbel pod klatką:
-Maurycy?!.. a nie, bo ja chciałem jak w tej piosence, ale źle zacząłem xD
W międzyczasie DJ Szmitek u mechanika i w kostnicy:
-Jebnie jak rozrząd w passacie!... Ogień w krematorium!... Kutas w denatceee!... Wieczne rozjebanie racz nam dać panie! xD
A potem powrót ze spaceru:
-A na końcu korytarza... (pdk!) xD
(PS: fioletowy wcale nie jest pedalski, tylko szekszi ^^)


W piątek dialog farmaceutyczny na wkurwie o poranku:
-Chcesz witaminy?
-Chcę prozac.
-Pawulon.
-Pawulon to dla niego. Dla mnie prozac.

W sobotę Miś pojechał na Alter Piknik, a ja czekałam na Niego w domu oglądając "Megatransporty" (wkręciłam się ostatnio bardzo mocno).

Jak przekonać aspołeczną czarownicę do wyjścia między ludzi:
-Pojedziemy w niedzielę na Lato Agatowe?
-A po co? Nie mam ochoty... Tam się przecież nic nie dzieje... Do mnie mieliśmy jechać.
-K. jedzie kupić sobie jakieś kamienie.
-JEDZIEMY!!

No bo przecież jest retrogradacja Merkurego, wszystko się pierdoli na potęgę, trzeba więc profilaktycznie poobkładać się kryształami.

W niedzielę wyruszyliśmy więc na Lato Agatowe z Miśkiem, K. I. i J.
Oglądaliśmy piękne minerały, zjedliśmy przepyszny podpłomyk, degustowaliśmy wina i nalewki - przy tych ostatnich spędziliśmy najwięcej czasu, bo wymieniałam doświadczenia i czerpałam inspiracje. Do domu wróciłam z worem kamyków, krówkami Arco (cynamonowa, śliwkowa, czekolada z chilli, czekolada z miętą - najlepsze krówki jakie kiedykolwiek jadłam!), ukraińską chałwą (pyszota!), butelką wina granatowego oraz nalewkami: miodową, piernikową i z dzikiej róży.

Po południu zjechaliśmy na Wylęgarnię i podjechaliśmy do Braciaka na "warsztat" pogadać i wyleczyć Smoka. Trzeba ciułać hajsy na części.

Wieczorem wróciliśmy do miasta i w końcu mogłam się kulturalnie najebać. Jedyna lampka, przy której czuję się oświecona, to lampka wina.
No bo jak tu nie pić??
Zresztą są tacy, co od rana "włajaż włajaż" (pdk).

Ostatnio ciągle chce mi się spać, a dziś nie mogłam pospać przez pieprzoną biurokrację. Nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, tym bardziej, że wymaga to wyjścia spod ciepłej kołderki w mroczny poniedziałkowy poranek.

Potrzebuję słoneczka i ciepełka, żeby wyrównać opaleniznę i wyciągnąć mój goth-kocyk plażowy z Alli.
A tu lipcopad i pogoda jak długość penisa - w zapowiedzi 20, odczuwalne 10.

W następny weekend może odreagujemy: najpierw na Sky & Sand, a potem na HoliFest. Ktoś się wybiera??

...ja aktualnie wybieram się do łóżka, co i Państwu radzę.
Dobranoc, chuj na noc! ;D
 

 
"So save your breath, I will not care
I think I made it very clear
(...)
*I only wish you weren't my friend*
*Then I could hurt you in the end*
I never claimed to be a saint
Ooh, my own was banished long ago
It took the death of hope to let you go
So break yourself against my stones
And spit your pity in my soul
*You never needed any help*
*You sold me out to save yourself*
*And I won't listen to your shame*
*You ran away, you're all the same* "
(Slipknot - "Snuff"

[wałkuję tę piosenkę od kilku dni... nuta z przesłaniem...]


Nerwówka...
Czas ucieka, a nic nie rusza się do przodu. Wszyscy burczą i ciskają gromami, a ja muszę robić za piorunochron... Już mam tego dość. Niech się wszystko ułoży albo niech jebnie wpizdu - przynajmniej będę wiedziała na czym stoję.

Z tego stresu coraz więcej palę. W zeszłą środę tak mną telepało, że wypaliłam całą paczkę fajek. Myślałam, że się porzygam, nie wiem tylko czy od papierosów czy z nerwów...

Wiecie jak wiele można nauczyć się w 5 sekund?
1. jeśli myślisz, że zdążysz - nie zdążysz;
2. jeśli myślisz, że się zmieścisz - nie zmieścisz się;
3. nie wolno jeździć dwa razy szybciej niż dopuszczalna prędkość, bo kto szybko jeździ tego wolno niosą (w tym przypadku na szczęście tylko do warsztatu).

Wszystko przeciwko mnie, wszystko na "nie", kłótnie, nieporozumienia, ogólne nieogarnięcie, bezsenność, koszmary. I niech mi ktoś powie, że retrogradacja Merkurego to bujda.
(podając w oryginale za Insta: "Get ready as Mercury goes into retrograde. Arguments will flare up for no reason and misunderstandings will occur. Electronic equipment will break and go crazy. Your mind will feel a little cloudy. Things will go missing. You will have trouble sleeping. Dreams will be weird and nightmarish. All sorts of bizarre things will happen."

_________________________________________________
Ja się nie zmieniłam, wciąż jestem taka sama, ale nie chodzę już tam, gdzie mnie nie chcą, nie dzwonię do tych, którzy nie odbierają, nie piszę do tych, którzy mi nie odpowiadają i odchodzę z miejsc, gdzie nie jestem mile widziana...

Jeżeli ktoś traktuje cię źle pamiętaj, że coś jest nie tak z nim a nie z tobą. Normalni ludzie nie niszczą innych ludzi.

Don't let people treat you like a cigarette, they only use you when they're bored and step on you when they're done. Be like drugs, let them die for you.

If some relationship can be destroyed by the truth it deserves to be destroyed by the truth.
NO MORE LIES!
 

 
"So you wanna play games with my head
But you make me fall apart, and wish that I was dead
Can't believe I fell for such a blackened heart
You played me for a fool and just used me from the start"
(BFMV - "Pretty on the outside"

I have this stupid fucking desire to fix broken people, because I understand them and I wish that someone like me would come along and fix me, so I feel like maybe I could be that person for them.
I was always doubting, belittling myself for the sake of others. I have spent too much time chasing toxic people, looking for harmony within the midst of chaos. They've unfairly convinced me I wasn't good enough. I guess this is the price I pay for carrying a big heart in a little world.
I learned... who doesn't look for you, doesn't miss you; who doesn't miss you, doesn't care for you. Destiny determines who enters your life, but you get to decide who stays. The truth hurts only once, and a lie every time you remember it. That there are three things in life that leave and never return: words, time and opportunities. Value whoever values you and don't treat as a priority whoever treats you as an option. I have to stop giving loyality to people who show time and time again they don't care that much. I can't prove to someone I'm worth it.

Remember what you must do
when they undervalue you,
when they think
your softness is your weakness,
when they treat your kindness
like it is their advantage.
You awaken
every dragon,
every wolf,
every monster
that sleeps inside you
and you remind them
what hell looks like
when it wears the skin
of a gentle human.

It is ok to lose your shit sometimes because if you keep your shit, you'll end up full of shit and then you'll explode and there'll be shit everywhere. A shit storm. And nobody wants that.

_________________________________________________________
W ciągu dnia myślałam, że ten wpis będzie wyglądał zupełnie inaczej: wiadro pomyj i szpila za szpilą. Wbiłam jedną i wystarczy, bo aż mnie samą zabolało. Nie potrafię być suką bez uczuć, chociaż wszyscy mówią mi, że powinnam... To, że ktoś mnie krzywdzi nie daje mi przyzwolenia, by też krzywdzić. To tak nie działa. Bezsensowne odbijanie piłeczki. Oko za oko aż wszyscy oślepną. Sumienie gryzie mnie i nie daje mi spać... W dzień warczę przez zaciśnięte zęby, a gdy przychodzi noc, to wyję w poduszkę. Nie wiem, czy bardziej się wkurwiam, czy bardziej boli mnie serducho...
Dobra, koniec tego marudzenia...
 

 

Dałam się zrobić w trąbę. Nie pierwszy raz. Który? Już nawet nie liczę. Za każdym razem powtarzałam sobie, że to już ostatni, że będę mądrzejsza, że nie dam się wykorzystywać.

Czas przestać wierzyć w bajery, bajeczki, poskładane tylko po to, by coś nimi osiągnąć. Człowiek może powiedzieć ci miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, to dostajesz wszystkie odpowiedzi. Nie potrzeba słów tam, gdzie czyny świadczą same za siebie. Nie pomogą kłamstwa, obiecanki i mydlenie oczu.

Kiedy widząc osobę w potrzebie zawsze się zatrzymam by podać jej rękę, to co dostaję w zamian? Po dupie. I gdy nie jestem już potrzebna idę w odstawkę.
Ratowanie czy naprawianie ludzi to nie jest mój obowiązek. Muszę nauczyć się mówić "nie" i pozbyć się poczucia winy z tego powodu.

Trzeba sobie w końcu uświadomić, że jak ktoś raz cię wydymał, zrobi to ponownie. Trzeba zrozumieć, że niektórzy ludzie są tylko gównem opakowanym w piękny papierek.

Za dużo tego było we mnie, przelało się. Rzece nikt się nie dziwi, gdy wylewa, a człowiek jest słabszy od rzeki.
Żałuję tylko jednego w swoim życiu: dawałam zbyt wiele szans osobom, które nie były warte nawet jednej. Marnowałam czas. I po chuj...


"Y no se me pasa, no te supero
Solo en mi casa siento que muero
Tengo la plata y tengo el dinero
Pero no el corazón de acero..."

_________________________________________________________
Na 99% byłam pewna, że trafię właśnie w ten 1%.
Margines błędu, wcale mnie to nie dziwi.
 

 
W sobotę wybraliśmy się z Miśkiem i Kromcią na balety. Inicjatorem był Miś, bo miał grać DJ Tonka, czyli muzyka misiowej młodości. Koniec końców i tak się na niego nie doczekaliśmy, bo szybko zwinęliśmy się z tego zagłębia patoli.
Przez większość czasu siedzieliśmy, sączyliśmy drinki i obserwowaliśmy innych imprezowiczy. Obserwacje te sprawiły, że tracę wiarę w ludzkość i utwierdziły w przekonaniu, że niektórzy ludzie chyba nie mają lustra w domu, a wstydu to już na pewno za grosz.
Szybki przegląd parkietu:
-spodenki odsłaniające pół pośladków - to już ja noszę dłuższe majtki o.O W tym miejscu przypominam, że wypadałoby, żeby spodenki były dłuższe niż wargi sromowe, nie odwrotnie ;P
-glonojad w samym koronkowym staniku i z cycami do pępka
-laska w szlafroku
-nietoperz xD
-u facetów też nie za dobrze: mokasyny do dresu, mokasyny do krótkich spodenek z ortalionu, mokasyny w ogóle
-pan, który chodził boso po parkingu
-te głupie cipska, które siadały mi na stole bilardowym, gdy grałam z Miśkiem
-dzikie baunsy ludzi-grzechotników.
Kuuurła, co za pato! Komuś się pomylił Vizir z płatkami śniadaniowymi. Ryż to tam musiał taczkami wjeżdżać!

Dobre imprezy w Plazie to były w zeszłym roku.
Ale było minęło, to se ne vrati...

Ewakuowaliśmy się i pojechaliśmy zawieść Kromeczkę tam, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD Mroczna ta wioska, boję się tam jeździć, bo po ulicy chodzą nawiedzone sarny o.O

W pracy upał daje się we znaki i ryje berety. Razem z Kromeczką przygarnęłyśmy muchę, nazwałyśmy ją Marcin, a ja ją oswajałam i uczyłam siadać na ramieniu xD

Pod C4 grasuje Nosferatu xD (pozdro dla kumatych i dla Morka, który to wymyślił)

Oprócz tego łaszki:
-Tam tak pisze!
-Jest napisane.
-Pisze!
-A jak idziesz chodnikiem i widzisz gówno to mówisz sra czy jest nasrane?
&
-Gryź koryto świniopasie!
&
-Weź mu zajeb!
-Jak mu powybijam zęby, to będzie gumę żuł palcami.
&
-Dawaj jedź tam!
-Niee, bo mnie kurwa w pająku wyniosą xD

Wcale nie jestem nerwowa i nie napierdalam non stop na wkurwie. Złudzenie kurwa optyczne -.-



PS: Oficjalnie dziękuję młodszemu Bratu, za to, że jest cudotwórcą! "Rzeczy niemożliwe od ręki, cuda do trzech dni" ;D

PS2: Po ostatniej dyskusji ze starszym Bratem dowiedziałam się, że nominalna prędkość maksymalna Smoka to 158km/h i ma 60KM. "Gdy pod maską dużo koni, to mózg nogi nie dogoni" xD Łooo, czwarta prędkość kosmiczna xD Przyspieszenie od zera do setki w 18 sekund. Jestem szatanem szos! Pizda ogieeeeń!!! ;D

PS3: 2x18+8 to jest podobno 36, tak samo jak Szczecin leży nad morzem. Dobra, mamy remis głupoty xD


PS4: właśnie dzisiaj mój owczarkołak ma umowne "urodziny", bo dokładnie rok temu trafił na Wylęgarnię. Z tej okazji Borysek dostał kurzą łapkę i duuużo głasków <3
 

 
"A dla mnie - jeden chaber
Pozostaw pośród prosa
Niech życie ma jaskrawe
I niech zadziera nosa!"

Kobaltowe pole chabrów - raj dla mnie jako szeptuchy ;D
A czy wiecie, że nie wszystkie chabry są niebieskie? W tym roku udało mi się znaleźć fioletowego i białego. Ot taka ciekawa mutacja genetyczna.

Wino z chabrowego błękitu, wino bławatkowe, wino modrakowe - jakkolwiek by nie nazwać tego napoju, jest to taki promyk letniego słońca zamknięty w butelce, choć "winem" jest tylko z nazwy.

Robiąc wino z chabrów bazujemy na naturalnych drożdżach tak jak przy lemoniadzie bzowej, więc zerwanych kwiatów nie myjemy!
Przepis jest prosty: zapełniamy słoik płatkami chabrów, zalewamy wodą i karmimy cukrem (na litrowy słoik dałam 2 łyżki cukru, drożdże i tak go przerobią, więc napój nie będzie mocno słodki).
A potem tylko patrzymy jak dzieje się magia. Zawarte w chabrach barwniki - antocyjany, przedostają się do wody i zmieniają kolor na różowy pod wpływem kwaśnego pH roztworu (bo fermentacja!), a płatki odbarwiają się na biało. To jest znak, że nasze wino można przecedzić i tak samo jak przy lemoniadzie bzowej można pić od razu, albo dokarmić cukrem i dać mu jeszcze popracować. W magicznej szafie mam dwie butelki wina chabrowego rocznik 2016.


Pozostając w temacie alkoholi: nastawiłam nalewkę truskawkową, czereśniową, malinową, lipową. Czeka jeszcze orzechówka, tylko nie chce mi się brudzić łapek.

Idę też w kosmetykę. Nastawiłam macerat dziurawcowy, w planach mam jeszcze macerat nagietkowy i jakiś antykomarowy wyciąg z różnych krzoków.
Może niedługo rozwinę ten temat.
 

 
Czerwiec obfitował w kwiaty, więc każdą wolną chwilę przeznaczałam na bushcraft, a w zbiorach oraz fotografowaniu rezultatów bardzo pomagał mi Miś.

Na starej plantacji nazbieraliśmy prawie 10 litrów płatków róży (Rosa Rugosa, róża pomarszczona - ta odmiana jest najlepsza na przetwory).
Przerobiłam je na marmoladę, tradycyjną konfiturę ucieraną w makutrze i syrop różany.


Moim ulubionym kwiatkiem czerwcowym jest bez czarny.
To magiczne drzewko czczone przez Słowian i wykorzystywane w ziołolecznictwie. Łączy w sobie moc dobra i zła, bo może być zarówno lekiem jak i trucizną. Czarny bez zwalcza przeziębienie, działa napotnie, uspokajająco i uśmierza ból. Kwiaty bzu są bogate w żelazo, wapń, sód i potas. Zawierają flawonoidy, kwasy organiczne, polifenole. Związki te mają działanie przeciwzapalne, moczopędne i rozkurczowe.

Ja jednak wolę się skupić na walorach smakowych, bo smak i zapach bzu jest odurzający i nieporównywalny z niczym innym.

Tradycyjnie musiałam zrobić syrop bzowy, czyli kordiał (elderflower's cordial), który był bardzo popularny w epoce wiktoriańskiej (może to tłumaczy moją miłość do tego syropu?).
Latem to świetna baza do lemoniady, natomiast zimą aromatyczny dodatek do herbaty.
Przepis: gotujemy syrop cukrowy 2:1 (czyli 2 litry wody na kilogram cukru). 40 baldachów bzu oskubujemy z kwiatków, tak by do syropu trafiło jak najmniej zielonych gałązek. Dorzucamy 3 cytryny pokrojone w plastry i zostawiamy pod przykryciem do macerowania na 24h. Po tym czasie syrop przecedzamy, zagotowujemy i gorący wlewamy do słoiczków/butelek.


Oczywiście musiałam też zrobić mój ulubiony deser, czyli kwiaty bzu w cieście naleśnikowym:

Tu podane z syropem sosnowym, salsą truskawkowo-miętową, poziomkami i konfiturą różaną

Zrobiłam też sernik truskawkowy z kwiatami bzu i syropem bzowym:

Nastawiłam też lemoniadę bzową: kwiaty (oczywiście niemyte, żeby nie zmyć naturalnie występujących na nich drożdży) zalewamy przegotowaną wodą, karmimy cukrem, dorzucamy cytrynę. Stawiamy na nasłonecznionym parapecie i czekamy. Po 5 dniach lemoniada powinna już lekko buzować, wtedy najlepiej ją przecedzić, dosłodzić, wlać do butelki (plastikowej, żeby nie wybuchła) i zależnie od cierpliwości pić (najlepiej schłodzoną) lub odstawić do dalszej fermentacji, by uzyskać więcej bąbelków i ociupinę alkoholu. Mój pierwszy nastaw lemoniady już wypity, drugi leżakuje w butelkach i dojrzewa.


Chciałam jeszcze zrobić ocet z kwiatów bzu, macerat olejowy i ususzyć co nieco na zimowe herbatki, ale nie zdążyłam. Zostawię te plany na przyszły rok.

Bzy już przekwitły, ale to dopiero początek kwiatowego przetwórstwa
 

 
Znowu nazbierało mi się trochę fotorelacji z eksperymentów kulinarnych.

(Głodnych proszę o odejście od ekranu! Za zaślinienia nie odpowiadam!)

Tiramisu


Sernik jagodowy z lawendą i fiołkami


"Pięciominutówka" z owocami leśnymi
(przepis tu: http://insomniaa.pinger.pl/m/27741809 )


Pad thai ^^


Lasagne


Pierś z kurczaka panierowana w chipsach paprykowych


Panna Cotta


Tarta ze szparagami z przepisu Maxa, jednego z moich autorytetów w dziedzinie bushcraftu i dzikiej kuchni: https://maxgotujeznatury.wordpress.com/2019/05/29/tarta-ze-szparagami-najprostszy-i-pyszny-przepis/
 

 
"Banalnie kończy się ten dzień, nudnawy film i coś na sen
Nie czekam na nic, dawno już do mnie nawet nie dzwonisz
I nagle puka ktoś do drzwi, otwieram, widzę, że to ty
I chociaż wiem że kłamiesz, znów nie mam sił, by się bronić
To twoja wina, twoja wina
Bez happy endu, smutny finał
Wciągasz jak video gra, kradniesz mój najlepszy czas i znów
To twoja wina
Nabrałem się na tani chwyt, uciekłaś, nie mówiłaś nic
Za każdym razem, kiedy uwierzę, ty znów odchodzisz
Dobiłaś mnie kolejny raz, to ze mną jest coś nie tak
Bo ledwie się pozbieram, znów czekam kiedy to zrobisz"
(Video - "Bella"

[piosenka z przesłaniem. tylko po co wysyłać sygnały podprogowe do ludzi, którzy nie potrafią ich odebrać lub udają, że to nie do nich. a jak na nich naplujesz, to mówią, że deszcz pada.]


Wiem, że za każdym razem lecę jak ćma do ognia.
Wystarczy, że ktoś odpali zapalniczkę.
Pstryk pstryk!

Za każdym razem, gdy stoję nad przepaścią i wiem, że spadnę, i tak robię krok do przodu z nadzieją, że tym razem uda mi się pofrunąć.



Ostatnio ciągle słyszę/czytam te same epitety, tak jakbyście się wszyscy uwzięli. Wszyscy wmawiacie mi jaka to jestem naiwna, jak daję się wykorzystywać i jak wyhodowałam sobie pijawkę tudzież wrzoda na dupie.

Kiedy cztery osoby nie będące w żadnej zmowie (mam nadzieję) powtarzają ci dosłownie to samo, to czy warto im uwierzyć?
Kiedy cztery osoby mówią ci, że masz zakończyć znajomość z kimś, bo tobą manipuluje - czy właśnie to nie jest manipulacja z ich strony?


"Tunia uwolnij się"

Ok.

Tylko od kogo?
 

 
Rozpływam się w tym upale...
Dzisiaj został pobity rekord temperatury zanotowanej w czerwcu. Poprzedni ustanowiony w 1935 r. wynosił 38 stopni, dziś było oficjalnie 38,2.
Chcecie rekordu, to przyjdźcie zmierzyć temperaturę w Centrum Dowodzenia Wszechświatem. Przy 38 stopniach gastronomia na kuchni dopiero ściąga swetry xD

W pierwszej pracy się wypociłam i wypiłam hektolitry wody, ale za to w drugiej pracy (blogowaniu) mam luksus - zimne piwko i klimatyzacja (podłączyłam sobie wiatraczek do laptopa xD).

Jakby tego upału było mało, to jeszcze wszędzie to kurewskie robactwo ;/ W pracy gryzą mnie gzy, po pracy komary, na Wylęgarni kleszcze.
Odpaliłam kompa i teraz pełen przegląd entomologiczny siedzi mi na ekranie i czyta ten wpis przed Wami. No przecież mam moskitierę w oknie! Co jest, kurwa?!

Na robactwo chyba trzeba będzie rzucić jakąś klątwę - planuję zrobienie maceratu ziołowego do odstraszania owadów. Od biedy też można się nacierać wrotyczem, bodziszkiem albo piołunem (chociaż ten ostatni wolę zostawić na absynt).


Ale czerwcowe wieczory to nie tylko duchota i komary.
Przedwczoraj widziałam na Wylęgarni Smoków pierwszego w sezonie świetlika ^^
A jeszcze ciekawszym zjawiskiem są obłoki srebrzyste lub inaczej NLC, które akurat w tym roku są bardzo widowiskowe. Nocne obłoki świecące to chmury złożone z małych kryształków lodu osadzających się na pyle kosmicznym. występują w górnej części mezosfery ok. 80 km nad ziemią, gdy temperatura spadnie tam do -128*C. Pozostają oświetlone długo po schowaniu się słońca za horyzont.
Magiczne widowisko, którego nie sposób oddać nawet na najlepszym zdjęciu.

_________________________________________________________
Koszty związane z naprawą Smoka mnie przerosły... Chyba trzeba będzie się pożegnać, żeby załatać dziurę budżetową...
Zawsze to ja pożyczałam wszystkim, a teraz sama jestem zadłużona i nie mam grosza przy dupie.
Masz Tuśka nauczkę za swoje próby zbawiania świata i niesienia pomocy potrzebującym ;/
Kuźwa mać!
 

 
"Chodźmy stąd bo nie ma tu
nic wartego wspomnień,
czasu nie ma, późno już,
płyną światła aut.
Nie bój się i weź do płuc
jak najgłębszy oddech,
wszystko jest odwrotnie znów
nie mów nic i patrz.
I głowami w dół lecimy do chmur
i za plecami setki bzdur
Żyjemy na czas, więc noga na gaz,
drogą spadających gwiazd
Alay!"
(Video - "Alay"


W sobotę mieliśmy iść na We love 90's. Od dawna nakręcałam się na tę imprezę. Co z tego wyszło?
1300 osób zainteresowanych wydarzeniem na FB, kolejka przed bramą długa jak tasiemiec w psiej dupie, 30 ziko wjazd, 12 ziko piwo, na lewo napić się też nie można, bo obok na Lotosie kolejka do wodopoju tak samo długa. Razem z Miśkiem stwierdziliśmy, że wyjebane w takie melo, ale skoro już wyszliśmy z domu, to poszliśmy na spacer wokół "plaży" i przynajmniej posłuchaliśmy sobie muzyki.

Za to odkuliśmy się w niedzielę na Dniach Miasta. Skład mieliśmy mistrzowski: K., A., M., A., M., po drodze spotkaliśmy też inne znajome ryjuszki <3
Razem z Kromeczką szalałyśmy pod sceną na koncercie Video ^^ Uwielbiam ten zespół za świetne piosenki, głębokie i prawdziwe teksty, a najbardziej za Wojtka Łuszczykiewicza <3
Po koncercie piwko ("-Ja tylko jedno, bo prowadzę!" xD), pajda ze smalcem (za miliony monet), turniej w cymbergaja, herbata z kulkami, Szpakira w szlafroku (podobno, nie wiem, nie widziałam) i króffki ^^
Na koniec trip na mroczne wioski, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD

A już w następną sobotę Miś wyciąga mnie na balety, bo będzie DJ Tonka.
 

 
Chciałam ostatnio plażing i smażing? No chciałam. A teraz sobie za to pluję w brodę...

W Boże Ciało pojechaliśmy "rodzinnie" na lokalne Pamukkale opalać nasze boskie ciała. Plan wycieczki jak zawsze ten sam: wylegiwanie na słońcu, browarki, maseczki z glinki i dżakuzja pod rurą xD
Chciałabym ogłosić wszem i wobec, że przyspieszacz opalania z Ziaji działa, bo zjarałam się momentalnie. Jestem teraz słodkim RÓŻOWIUTKIM PROSIACZKIEM i wszystko mnie tak boli, że aż kwiczę.
Jak ja się teraz ludziom pokażę??

Weekend zapowiada się przecież imprezowo: w sobotę "We love 90's" na plaży, a w niedzielę Video ^^
Na "We love 90's" można wejść za darmo pod warunkiem, że założy się coś neonowego. Nah, już wolę zapłacić, bo najbliższy memu sercu outfit lat 90-ych to Cher w teledysku "Love and understanding".

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Niby jest tak pięknie, słonecznie, kolorowo...
...ale nad moją głową ciągle wiszą chmury burzowe.

Co mnie nie zabije, to mnie wkurwi albo wpędzi w depresję.

Utraciłam jedyną stabilizację jaką kiedykolwiek miałam. Jestem pod kreską, a wszystko przez to, że za wszelką cenę chciałam wszystkim pomóc.
KONIEC.
Najwyższy czas pomóc samej sobie, bo na nikogo innego nie mogę liczyć.

_________________________________________________________
Na jedno się nie godzę. Na swój powrót tam. Przywilej obecności - rezygnuję z niego. Na tyle cię przeżyłam i tylko na tyle, żeby myśleć z daleka.

We both lost something. You lost me and lost time.

I'm gonna leave you drowning until you reach for my hand.
Not yet. I want to hear you beg.
 

 
Niedzielna poranna aura zjebała nam trochę plażing i smażing (i po co ja kremy z filtrem kupowałam??!). Czy to nie jest złośliwość natury, kiedy zaczyna padać, gdy rozkładasz koc, a przestaje padać, gdy już wyjeżdżasz autem z miejscówki?
No ale co jagód się nażarłam to moje xD (taa, wpuśćcie Tuśkę do lasu, to się druid załączy xD).
Chillout dokończyliśmy na balkonie.

Po południu spacer i pogaduchy nad Nysą, rozkminy, pies-czubek, a na koniec bardzo nieporządane spotkanie (pozdro dla kumatych!).


Od trzech dni się wyspać nie mogę. W sobotę musiałam umyć i odkurzyć zatrolonego Smoka.
W niedzielę wstałam wcześnie, żeby się naszykować na plażing, wybrałam bikini, a potem dopiero sprawdziłam pogodę za oknem, by koniec końców stwierdzić, że najlepszym bikini na taki ziąb będą jeansy i sweter ofiarny.
A w poniedziałek na 10 byłam umówiona z kimś, kto rujnuje Insomnii życie i jeszcze bierze za to pieniądze (ale o tym w innym wpisie).

Teraz też się nie wybieram do spania, bo po pierwsze: służba nie drużba i pisać trzeba. Po drugie: jest pełnia. A po trzecie: noce są jasne i po zachodzie słońca widać na północnym niebie obłoki srebrzyste. Zrobiłam zdjęcie, ale jakość taka, jakby było robione maszynką do mięsa.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisałam ostatnio o moich dziwnych (nomen omen) konotacjach pato-rodzinnych. Wczoraj wszystko wróciło do normy, bo z "siostry" zostałam zdegradowana z powrotem na "przyjaciółkę".

Tylko jedno zdanie daje mi do myślenia i będzie tematem przewodnim tej rozkminy (bo jeśli chodzi o natchnienie do wpisu, to niektórzy ludzie są bezdenną studnią inspiracji).

"-Ty jesteś moją przyjaciółką i tobie nigdy bym nie powiedział czegoś, co by mogło cię urazić"

Ok. Szanuję. Doceniam. I też do Ciebie mam takie podejście. Tylko nie wiem, czy jest ono dobre, bo prawdziwa przyjaźń chyba nie na tym polega, by sobie wiecznie słodzić i po głowie głaskać. Miód i cukier i klepanie po ramionach, taa...

Zawsze myślałam, że przyjaźń to przede wszystkim szczerość. Że jeśli twój przyjaciel jest zjebany, to mu to mówisz, bez obawy, że się obrazi. Że jak wygląda jak gówno, to mu mówisz, że wygląda jak gówno. Bez kurtuazji, bez owijania w bawełnę, bez cackania i obchodzenia się jak z jajkiem. Mówisz to co myślisz, zamiast zastanawiać się po dziesięć razy nad każdym słowem. Bo po to właśnie jest przyjaciel - żeby rozmawiać z nim dosłownie o wszystkim, raz mu się wyżalić, innym razem go pocieszyć, wspierać go gdy tego potrzebuje, cieszyć się z jego sukcesów, ale też i do dupy nakopać jeśli sytuacja tego wymaga.

Mam swoje zdanie i nie zawsze jest ono najlepsze, ale nie wpierdalam się, żebyś się nie obraził, żebyś nie mówił, że wjeżdżam Ci na głowę, bo jednak naszą relację cenię sobie bardziej niż swoją rację.

Która przyjaźń jest prawdziwsza i szczersza? Ta, w której trzeba ważyć słowa i mówić tylko dobre rzeczy? Czy taka, w której przyjaciel drze na ciebie pałę i mówi do ciebie per "ty chuju"? (w tym miejscu pozdrawiam mojego Białego Brata na linii Poland-Dojczland, bo chyba nikt mi w życiu nie naubliżał więcej niż on xD)

To zostawiam już do Waszej oceny.
Dobranoc
 

 
"Zobacz ile mogło być takich chwil
Naiwne dziecko jestem i tęsknię dziś
Do Ciebie, bez Ciebie miało być mi lżej
Zobacz ile mogło być takich chwil"
(Sarsa - "Tęskno mi"


Kolejny raz umiejętnie dobrane słowa składają się na piękną psychomanipulację...

Zadziwiające jak z minuty na minutę ludzie potrafią diametralnie zmienić swoje zdanie. Mówią, że pójdą w lewo, a idą w prawo, bo akurat tak wiatr zawiał i było im wygodniej.
To tak jak z głupią babą za kierownicą - to, że daje kierunek w prawo, równie dobrze może oznaczać, że pojedzie w lewo albo prosto.


Abstrahując od tych metafor, pozostając jednak w temacie motoryzacyjnym: wczoraj posadziłam Pyszczka za kierownicą Smoka i chyba złapał zajawkę, bo już pyta kiedy następna lekcja. Cieszę się, że się w końcu odważył i jestem z niego dumna. Bożuuuu, mam już dość bycia kierowcą i tyle bym dała, żeby ktoś mi dupę powoził! ;P

Jazda przez DC to udręka. Check się znowu zapalił, oprócz tego zawieszenie mnie boli - Smokiem jeździ się jak nygową taczką (tą słynną z kwadratowym kółkiem, którą mnie woził na mojej osiemnastce xD).
Echh, kiedy ja go odstawię na warsztat? Nie mam na nic czasu, nawet nie mam kiedy go umyć i posprzątać. Wstyd ludzi wozić ;P
Trzeba jutro posprzątać bagande, bo może przyjdzie mi jakieś zwłoki wywieźć. (Sesese! No chciałabym, nie powiem, że nie xD)

Potrzebuję resetu.
W niedzielne południe planujemy się zresetować z Misiołkiem, A. i M. - będzie plażing i smażing ^^
Szkoda tylko, że w bikini wyglądam jak gówno w kryształowej misce, czyli wizerunkowo słabo, a czuję się też podobnie. Patrzę na te wszystkie laski na fejsbukach i instagramach, i stwierdzam, że ja chyba po prostu nie umiem być ładna. Cóż, dobrze, że na świecie są jeszcze turpiści ;D


PS: Szykuje się "spotkanie rodzinne"
Nareszcie! Tak bardzo tęskłam!

PS2: W pewnych momentach czuję się zbędna, jak piąte koło u wozu, albo raczej trzecie od roweru... Najchętniej odsunęłabym się w cień, żeby zrobić miejsce dla kogoś lepszego... ;/
Potrzebuję jednego z tych długich przytuleń, podczas których zapominasz o tym, co dzieje się wokół ciebie choćby przez chwilę...

PS3: Weganizm to narzędzie do eksterminacji ludzkości, co potwierdzają internety oraz Bąbla doświadczenia życiowe.
BTW łach tygodnia: "-Szynka mi się gotuje w tej temperaturze" xD

PS4: Mam za mały łeb na te wszystkie dramy o.O
Halo, Bożu, proszę wysłać ostatnie namaszczenie na fejsbuka o.O
Gr8 b8.

_________________________________________________________
Mówisz, że gra jest ustawiona?
To nie ma znaczenia jeśli dalej chcesz siedzieć przy stole i grać.

Możesz mieć wszystko.
Tylko najpierw zastanów się dobrze czego tak naprawdę chcesz.

Running back to the same hands that broke you will not heal you.
 

 
"Nah, you don't know me
Lightning above and a fire below me
You cannot catch me, cannot hold me
You cannot stop, much less control me
When it rains, it pours, when the floodgates open brace your shores
That pressure don't care when it breaks your doors
Say it's all you can take, better take some more
'Cause I know what it's like to test fate
Had my shoulders pressed with that weight
Stood up strong in spite of that hate
Night gets darkest right before dawn
What don't kill you makes you more strong
And I been waiting for it so long"
(Steve Aoki & Linkin Park - "A light that never comes"


Tak modliłam się o burzę, więc mam to, co chciałam.
Zdecydowanie tego mi było trzeba. Dzisiaj poczułam się tak, jakby z serca spadł mi ogromny głaz. Wszak po każdej burzy wychodzi słońce, a ukazująca się przy tym tęcza pokazuje, że aby doczekać czegoś pięknego trzeba przeżyć sztormy i gradobicia (albo, że przechodzi ci pod chatą Parada Równości, no ale ja teraz nie o tym ;P)

Zajebiste uczucie: kiedy wracasz autem z pracy, z głośników leci dobra nuta, a na niebie błyska stroboskop w rytm muzyki ^^

Łowca burz ze mnie marny, za to zrobiłam kilka zdjęć w oczekiwaniu na burze:




To już cisza po burzy czy dopiero przed?
Mogę odetchnąć czy muszę zbroić się na następną?

Mam jakieś dziwne przeczucie, że ktoś będzie chciał mnie utopić.
A przeczuciom warto czasem zaufać.

Więc jeśli ciało daje ci sygnały jak gdyby coś było nie tak, to najprawdopodobniej faktycznie coś jest nie tak.
TRUST THE VIBES YOU GET. ENERGY DOESN'T LIE.
 

 
Gorąąąąssssooooo!
Ale ja się nie pocę - ja seksownie migocę! xD
Nie no, umarnę przez ten gorąc. Najchętniej to bym całe dnie przesypiała. Sorry, taki mamy klimat.
Czekam z utęsknieniem na burzę. Blitzortung narobił nadziei, a pewnie i tak jak zwykle wszystko pójdzie bokiem albo rozmyje się tuż przed granicą.

Tej burzy chyba się nie doczekam.
Za to inną najchętniej sama bym wywołała, ale wiem, że mi nie wolno. Odprawiam więc czary, żeby piorun jasny strzelił w to całe kurestwo. Może być i ciemny, ważne żeby przypierdolił.


_________________________________________________________
Przyjaciele są bardzo ważni w życiu, bo są jak rodzina, tylko taka, którą się samemu wybiera. Do tej pory miałam "siostrę" i dwóch "braci" - znamy się od kołyski i więzy między nami to więcej niż przyjaźń. To są ludzie za którymi bez wahania skoczyłabym w ogień i mam nadzieję, że oni za mną też.

Ostatnio przez splot różnych zdarzeń dorobiłam się jeszcze jednego patologicznego "braciszka". Chociaż znamy się dosyć krótko i chociaż czasem mnie strasznie wkurwia, to zawsze będzie dla niego miejsce w moim serduchu i zawsze gdy tylko będzie potrzeba to wyciągnę go z bagna, a jeśli nie wyciągnę, to potaplamy się w tym bagnie razem ;D


"Believe me Brother oh Brother
She will break your heart
Leave her tonight, be strong
Cause Brother oh Brother
She's gonna tear you apart
Don't stay and fight
Cause she will have some fun
And then she'll run away
With someone else
Believe me Brother oh Brother
She's gonna break your heart
Listen to me, I'm setting you free"
(Mans Zelmerlow - "Brother oh Brother"


PS: Is there something worse than "friendzone"? Yup, "sisterzone" - totally safe or totally psycho ;P
 

 
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem, a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."
(Tove Jansson, "Muminki. Księga druga"


Noooo i tak to mniej więcej u mnie wygląda.


Ostatnio czas mi ucieka przez palce. Dni mijają jeden za drugim na walce ze Smokiem, próbach przeżycia upałów w pracy, na porannych rozmowach kontrolowanych i nocnych rozkminach z Bąblem (o dziwo trzeźwym).

Próbuję jakoś poskładać cały ten burdel i zapanować nad tym wszystkim co się dzieje wokół mnie, ale ni chuja mi to nie wychodzi. Może też dlatego, że zamiast zacisnąć zęby i zadziałać wolę modlić się o cud.
Niech już wszystko będzie normalnie...

Normalność to coś, co bardzo by mi się teraz przydało, bo łeb mam tak zaśmiecony, że psychiatryk zamykam kluczykami od samochodu xD Brawo ja.

A propos psychiatryka: tunninguję służbowy uniform ;D Narzuconą odgórnie opaskę do włosów zrzuciłam, bo uciska mnie w rozumek, włosy mnie bolą, uszy przyklejają mi się do głowy, wszyscy targają ze mnie łacha, a lustro pęka gdy się w nim przeglądam. Oprócz tego przerzuciłam się na ledżajnsy, bo w jeansach za gorąco, a krótkich spodni nie założę, bo nie mogę świecić girą. O dziwo usłyszałam, że w legginsach wyglądam korzystnie ;D
Wystarczy zmienić ciuch, żeby poczuć się jak milion dolarów. Dobra, może nie jak milion, ale conajmniej jak pisiont złotych, takie świeżo wydrukowane xD

W wolną niedzielę mieliśmy z Miśkiem odpoczywać, a zamiast tego zrobiliśmy sobie dzień gospodarczy, ale to temat na osobny wpis. No cóż ja poradzę na to, że nie potrafię usiedzieć spokojnie i na wolnym nosi mnie gdzieś po krzakach ;P Nic mnie tak nie uspokaja jak combo Miś+natura.

________________________________________________
Nie słychać, jak ludzie myślą o sobie. Jak w myślach ratują bliskich. Jak przychylają im nieba, sobie skąpiąc powietrza.
[P.T.C.K.27]
 

 
ELO MORDY!! ;D

Po prawie tygodniu banicji wróciłam do wylęgarniano-smoczanego Centrum Dowodzenia i w końcu mogę coś napisać (bo jakoś na obczyźnie nie mam czasu ani weny).

Co robiłam przez ten czas? Nic szczególnego. Sprzątałam, gotowałam, upiekłam ciasto, często wisiałam na telefonie, zrobiłam sobie krzywdę tarką gdy robiłam placki ziemniaczane, ale przede wszystkim spędzałam dużo czasu z moim Misiaczkiem <3

Smok naprawiony, nie trzeba już wyciągać sprzęgła z podłogi stopą, więc można jeździć. Z radości tak go dziś przegoniłam, że ustanowiłam nowy rekord na trasie Zgc-DC 11 min. ;D
Nieee, ja wcale nie zapierdalam xD
(A podobno w powiecie "Uwaga pirat" kręcą)

Emigracja minęła mi za szybko i już tęsknię za Puchatkiem. Ale weekend będzie nasz ^^ ;*
W sobotę świętujemy Dzień Dziecka w QK, a w niedzielę jedziemy na zbiory (szczegóły już niebawem).

Dzisiaj bardzo aktywnie odpoczywałam od miasta: wycinałam busz na Wylęgarni. Krzaki podcięte, żywopłot wyrównany. Bolą mnie ręce i mam odciski na łapkach, ale lubię taką pracę.
Późnym popołudniem wybrałam się do lasu na rekonesans, bo fejsbuki głoszo, że są już grzyby.

Grzybów niestety brak, znalazłam za to takie cuś:
Granat do niemieckiego działa polowego kal. 7,7 cm lub szrapnel carski 76,2mm z armaty polowej wz.1902 (tzw.putiłówka). Druga opcja bardziej prawdopodobna, bo kiedyś w tych lasach udało mi się znaleźć kulkę ze szrapnela.

Sezon zapowiada się bombowo ;P
 

 
"Hooligan roots of the streets
Fire wicked man a fire babylonian
Hooligan roots of the streets
Fire burn a fire governmental
Hooligan roots of the streets
Fire burn a babylonian wicked
Hooligan roots of the streets
Fire governmental
Ja mam reggae wydrapane w sercu jak tagi w tramwajach
Każda nowa pulsacja moje tętno podwaja
A ja idę Grochowską jest koniec maja"
(Vavamuffin - "Hooligan Rootz"


W sobotę po ciężkiej pracy pojechałam do QK na Marleyki, żeby się trochę odstresować. Niestety na takich imprezach nie mogę nawet potańczyć z moim Miśkiem, bo jako fotograf ZGK ciągle tylko gdzieś lata z aparatem, a jak już przyjdzie do mnie, to dźga mnie obiektywem w plecy.

Niedzielny poranek mieliśmy pracowity, bo trzeba było przygotować wylęgarniane "chillout zone". Hamak wisi, huśtawka poskręcana - można rozpoczynać sezon "Projekt X" ^^

Pierwszy tegoroczny Projekt X zaliczony w składzie: A., M., K., I., J., N., K., M., M. - dziękuję całej ekipie za miło spędzone popołudnie! ;* Pozostałe mordeczki z różnych powodów nie dotarły, ale wiem, że jeszcze to nadrobimy!
Hitem i widowiskiem imprezy był synkowóz i dynamiczny zagłówek xD

Po imprezie poszliśmy z Misiem na romantyczny spacer o zachodzie słońca. Był to też spacer edukacyjny - Miś nauczył mnie robić "sówkę", wracałam do domu dmuchając w ręce i robiąc "uhuuu" xD

Wczoraj dzwonił Bąbelek. Lubię pogaduchy z nim, nawet mimo tego, że najczęściej dzwoni najebany w szpadel xD
No ale "kto nie pije w Bachanalia temu gniją genitalia" xD
Tęsknię za tą moją Mordą kochaną, trzeba jak najszybciej zorganizować jakiś urbex albo bushcraft.

Tak oprócz tego to u mnie bida z nędzą. Paradoksalnie bida jest, bo nie ma "nędzy". Może nielogicznie to brzmi, ale Misiek wie o co kaman.
Ta czarna dziura finansowa mnie wykończy. Chociaż jest jakaś nadzieja: w nocy śniło mi się, że zbierałam maliny, w południe patrzę w Agrobiznes, a tam cena malin 60 zł/kg - czy to przepowiednia zbliżającego się bogactwa? ;D

Jutro znowu przeprowadzam się do miasta, bo trzeba odstawić Smoka na warsztat. Nie lubię miasta, ale przynajmniej Miś się cieszy, że będzie mnie miał u siebie.


PS: lubię rozmowy z inteligentnymi ludźmi, z takimi od których mogę się czegoś nauczyć. Dlatego lubię rozmawiać z tobą, bo nie robisz ze mnie głupka i potrafisz przetłumaczyć wszystko na mały tusiowy rozumek. Tak oto można płynnie przejść z tematu pompy powietrza w peugeocie do wpływu substancji psychoaktywnych na odbieranie rzeczywistości ;D